sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Czerwie – „Nosferatu Live”

0 15-07-2013 10:44

Psychofolkowe Czerwie nagrały koncept live album, z fragmentami ścieżki dźwiękowej do legendarnego niemego filmu „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922.

Film ten uchodzi za kanon horrorów, a historia z nim związana (oskarżenia aktora o bycie wampirem, przegrany proces i nakaz zniszczenia wszystkich kopii filmu) sprawia, że kto jak kto, ale Czerwie po prostu musiały nagrać do niego muzykę. Tym bardziej, że przecież za poprzednią płytę Czerwie zostały przez pewnego kapelana i posła pewnej partii oskarżone o demoralizowanie młodzieży (tym bardziej jesteśmy dumni, że mieliśmy nad nią patronat!).

Płyta „Nosferatu” to jak to bywa z muzyką na żywo, rzecz spójna z obrazem, więc ocena tylko dźwiękowej części widowiska jest utrudniona. Część z 15 utworów pełni ściśle funkcję tła dla obrazu, swego rodzaju katalizatora nastroju i jako odrębne twory oceniać je ciężko – są to kompozycje posklejane z psychodelicznych odgłosów: „The Wolves”, „The Castle”, „The Midnight Dinner”, „The Plague”, „The Mourners”. Ale nie brakuje utworów, które świetnie wypadają same w sobie…


Ich rozpoznawalny styl zauważymy szybko już w folkowym, skocznym „Carpathian Moutnains”. Czerwie są jednak mistrzami łączenia folku z krautrockiem, etno z new wave i gothem - tworzenia muzyki wyjątkowo silnie podszytej niepokojem. Na tej płycie tylko to potwierdzają. W kilku miejscach wchodzą na wyżyny kreowania konkretnej i treściwej psychodelii. Rewelacyjny jest duszny i rozedrgany „Vampire”. Szamański „Escape” to z kolei pierwotny trans na bębnach i przeszkadzajkach. Albo ośmiominutowny, podbity chłodnym i brudnym klawiszem gotycki „The Ship”, gdzie słyszymy echa poprzedniej płyty. Albo „Wisborg” gdzie w zestaw perka–bas–gitara-klawisz, świetnie wpleciono akordeon. To są te momenty płyty, które pozwalają docenić biegłość Czerwiów w budowaniu zupełnie obłędnej atmosfery. I po części podziwiam tych, którzy „Nosferatu…” oglądali przy tej muzyce i nie zafajdali pantalonów. A może właśnie tak było? Kto z was był i się przyzna?

Jest jeszcze przepiękny „Varna”, z basem brzmiącym jak kontrabas i łagodnie bujającym, spogłosowanym akordeonem oraz układającą wszystko w spójną całość gitarą rytmiczną. Muzyka do tańca, ale dla wampirów. Jest też „The Funeral March”, który aż tak pogrzebowo wcale nie brzmi, może za sprawą przewijających się gdzieś w tle doorsowych klawiszów. Co z tego byłyby za piosenki gdyby dołożyć wokale i jakiś szalony tekst! – a te przecież Czerwiom przychodzą z łatwością. I na koniec tytułowy „Nosferatu” z egzotycznym dętym. Też świetny, na 6 minut zabierający słuchacza w bardzo niebezpieczne galaktyki wyobraźni.

Czas na krótkie podsumowanie. To kolejne wydawnictwo Czerwiów, które uświadamia mi, że to zespół wciąż mocno niedoceniony. Zapewne dlatego, że nigdzie przesadnie się nie pcha, ze swojego Andrychowa nie rzuca się w „duży” świat. I pewnie też dlatego, że grają przedziwy muzyczny amalgamat, który może wywoływać pewną dezorientację wśród fanów poszczególnych gatunków. „Nosferatu Live” to fantastyczny koncept album i serce rośnie, że po ostatnich dobrych filmowych płytach Hurtowni Pasmanterii i Minimatikonu, również Czerwie dorzuciły swoje grosze. Tym bardziej nam miło, że znów pod naszym patronatem. Z wielką nadzieją czekam na coś nowego z obozu Czerwiów!

Płyta do wygrania w ilości sztuk 4 w konkursie – info TUTAJ.

Czerwie w sieci

rad
rad


tagi: alternatywa (285)  czerwie (3)  folk (190)  polskie (866)  recenzje (789) 
komentarze