sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie
C4030 C4030
Jak na razie to nasz jedyny materiał o C4030

C4030 – C4030

0 27-10-2014 21:09

Indie-jazz.

O tym, że Trójmiasto to wyjątkowo bogate muzycznie miejsce, pisaliśmy już wiele razy. Dziś nie pozostało nam nic innego, jak wspomnieć o tym raz jeszcze, przy okazji recenzji debiutanckiego longplaya C4030. To kolejny dowód, że bliskość morza musi dobrze robić artystom.

Nowy gatunek wymyślony w leadzie to próba skrótu myślowego, który streszczać miałby muzykę C4030. Jednak gdyby sprowadzić opis do takiego uproszczenia, byłoby to wyjątkowo nieuczciwe. Gdyński kwartet, który od kilku dobrych lat uchodzi za nadzieję trójmiejskiej sceny, porusza się w znacznie większym rejonie.

Ale rzeczywiście coś w tym jest, że na wierzch wychodzi mieszanka indie-rockowej lekkości i jazzowych łamańców. Osiąga różne proporcje i występuje na wielu płaszczyznach. Rozlazły wokal – męczący, ale idzie do niego przywyknąć - kojarzy się ze sceną indie. Tak samo jak liryczność, której u C4030 nie brakuje. Przenika się to z wieloma jazzowymi motywami (choćby „Tekstura Szczęścia”, „Czerwiec”), którymi zespół sprawnie operuje. Spora dawka bardziej psychodelicznych dźwięków, czy nawet post-rockowych gitar, skutecznie niweczy ten schemat.


Jest trochę przyjemnych smętów, jak singlowe „Narkotyki” z pięknymi partiami saksofonu, czy senny, pachnący miczami (Mitch&Mitch) „Rozstaje”. Mamy „Świat”, początkowo balladowy i przełamany na pół free-jazzowym jazgotem. Właśnie takie pomysły, nagłe zmiany wątków i improwizacja są największą siłą C4030 – dużo w nich świeżości i lekkości. Szczytem jest tu chyba „Cztery Końce, Cztery Początki”. To dwa motywy pojawiające się dokładnie tyle razy, ile w tytule – jeden spokojny, rozlewający się łagodnie, drugi ostry i poszarpany. Podobnie radykalny kontrast występuje choćby w „Świecie”. Tam z wysmęconego początku wypadamy jak z urwiska we free-jazzowy hałas. Osobno należy potraktować „Kierunek Północ”, ten pyszny walczyk to jeden z najpiękniejszych momentów płyty, szczególnie dzięki urodziwym chórkom.

Są jeszcze dwie ważne rzeczy. Pierwsza to – … kurde, jak miło posłuchać tej płyty jesienią. Bo kilka piosenek pachnie latem. Słońcem promienieją „Rozstaje”, a „Czerwiec” to już w ogóle – jak tak to czerwiec: pocztówka, plaża... Ale przy tym i zgrabna transowa pioseneczka. No właśnie, to druga rzecz. C4030 po prostu piszą dobre piosenki i bez znaczenia, czy mają formę typowo piosenkową, czy bardziej awangardową.

Jeszcze podziękować muszę, że przekonali mnie do zmierzenia się z tak lajtowym, „mysłowickim” graniem. W wydaniu C4030 indie-rock dostaje wyjątkowo przemyślaną obudowę. Niech ktoś to puści Rojkowi. Choć wolę ich w tej bardziej psychodelicznej odsłonie, której na płycie na szczęście znajdziemy całkiem sporo (sprawdźcie szczególnie bonus track). Dorzucam jeszcze dobre słowo o tekstach – ciekawe i zwyczajnie ładne. Dobra robota panowie, chcemy więcej.



C4030 w sieci

rad


tagi: alternatywa (298)  c4030 (1)  jazz (92)  polskie (886)  pop (24)  recenzje (806) 
komentarze