sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

ARRM – „ARRM”

0 25-12-2016 12:06

ARRM wyprzedzili trendy. Świat docenił dopiero w 2016.

Kolejna z płyt, której nie mogło u nas zabraknąć. Kolejna z katalogu Instant Classic, kolejna przemaglowana już na wielu recenzyjnych frontach. Dlatego znowu nie będzie to typowa forma recki. Będę się za to czepiał i zarazem tłumaczył.

Trochę to nudne się zrobiło w tym roku, wszędzie te same płyty. Grono zagłaskiwanych albumów jest zadziwiająco podobne – w zasadzie całość tegorocznego wypustu Instant Classic. I teraz się tłumaczę – u nas też są, rzecz jasna, ale wciąż nie ograniczamy się do materiałów podanych na tacy. Tylko kilka ostatnich tekstów dotyczy albumów wygrzebanych z sieci, bez wydawcy, na zasadzie DIY. Sami sprawdźcie.

Wśród wychwalanych jest także ARRM. Projekt nieznany jakoś szeroko. A tymczasem szybko przykuł uwagę dziennikarzy/blogerów i posypały się recenzje. Jakby sam wydawca był gwarantem, czy podpowiedzią, że to musi być dobre. Podobnie jak zdanie kilku ważnych osób z branży, które wyraziły się ciepło o krążku. I teraz się czepiam – gdzie byliście w 2013 roku, kiedy ARRM wypuścili album „Sand”? Wcale nie gorszy od tegorocznego. Mało tego, dwa utwory sprzed trzech lat weszły na „ARRM”. Czyli i bardzo wychwalany koncept albumu – ambientowej, powłóczystej, smolistej psychodelii naszpikowanej dziesiątkami powtórzeń powstał 3 lata temu. Wówczas pojawiło się ledwie kilka tekstów. Teraz jest zupełnie inaczej. Siła i skuteczność promocyjna wydawcy? Czy może dopiero s/t trafiło na odpowiedni czas? Na moment, w którym mająca wspólny mianownik płyta LOTTO wybierana jest płytą roku? I teraz się tłumaczę – u nas też nic się nie pojawiło w 2013 roku, poza wrzutami na fb. Ale do „Sand” dokopałem się bez problemu, byłem też w kontakcie z Arturem Rumińskim, który poza tym podesłał swoje solowe, eksperymentalne nagrania („przyznam, że materiał zaskoczył mnie trudnością odbioru i nie wiem czy mu sprostam” – tak wtedy odpisałem, hehe). Uśmiecham się, bo przypomina mi to, gdzie byłem muzycznie 3 lata temu, skoro nie kumałem takiej muzyki. Uczciwa postawa „nie udawaj, że jarzysz, jak czegoś nie czujesz” jak widać była i jest podstawą.

Oczywiście, że materiał ARRM jest znakomity. Też mogę powtórzyć za całym chórem odwołanie do Earth i hasło o rozwibrowanych riffach rozchodzących się w lynczowej aurze. Ale podobnie jak przy płycie LOTTO chcę podkreślić, że to nie są rurki z kremem. Owszem, to jest przystępny materiał, ale sama konstrukcja mantrycznych repetycji stawia przed słuchaczem pewne wymagania. Wyznacza określony próg koncentracji, bez przekroczenia którego nie „wejdzie się w to”. Chwytam „ARRM” w ciemno, bo chodzącą tam wibrację odczuwa się podskórnie. Ale przyznam, że najmocniej serce zabiło w „Horseback”, najbardziej dynamicznym i najcięższym brzmieniowo fragmencie płyty.

Lead tego tekstu jest oczywiście z lekkim przymrużeniem, zbudowany w stylu Faktu. Ale samo przesłanie jest zupełnie serio. ARRM w 2013 roku prezentowało granie, którego zamysł dopiero w 2016 r. święci triumfy.



rad


tagi: alternatywa (298)  ambient (13)  arrm (3)  drone (9)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze