sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Królestwo – „Ćwiczenia repetytywne”

0 06-01-2017 13:33

Się wszystkim nagle na repetycje wzięło.

Triumfy święciła Stara Rzeka, teraz serca podbijają LOTTO, LAM, ARRM, Lonker See, Innercity Ensemble i nowe, inne Kristen. Polska 2016 roku pokochała muzykę psychodeliczną. Nie wiem wciąż na ile to moda wśród dziennikarzy, a na ile odzwierciedlenie gustów, ale coś w tym jest. „Ej, w tym numerze nic się nie dzieje” w 2016 roku było towarzyskim samobójstwem. Przed Królestwem więc dobre perspektywy, zwłaszcza, że tytuł jest dobry i warto pochwalić się nim wśród znajomych na fejsie (na razie mają 60 lajków – do roboty!) czy przypiąć u siebie na bandcampie.

Nie chciałbym, aby powstało wrażenie, że Królestwo próbuje się wpisać w jakiś nośny trend. Dla ludków tworzących Królestwo, granie oparte na cykliczności, powtarzalności nie jest niczym nowym. Grupę tworzą muzycy z takich zespołów jak choćby 1926 i Baden Baden, w twórczości których takie konstrukcje utworów są fundamentem. Skład Królestwa to też ludzie zaangażowani w Dule Tree i Alterton. Czytaj – Królestwo to kolejny owoc trójmiejskiego DNA. Każdy wie, że w Trójmieście muzycy, aby przeżyć muszą jeść, pić oraz zakładać projekty poboczne.

Jeszcze jakiś czas temu pisałbym pewnie, że Królestwo jest w swoich powtórzeniach dosyć ekstremalne. Zwłaszcza numery 2 i 3 (odpowiednio 10 i 20 minut) mają partie, w których zespół konsekwentnie hipnotyzuje zapętlonymi motywami. Ale jednocześnie jest w tym wciąż komunikatywny, wciąż skupia uwagę.

Sekret Królestwa tkwi w umiejętności zlepienia rockowej psychodelii z jazzem, czy tu nawet bardziej z yassem. I w zwodzeniu. Nie ufajcie im. Pierwsze minuty „Snów o potędze i grzaneczkach z torfem” nie są żadną podpowiedzią, czego można się spodziewać. Kolejne też nie dają cienia gwarancji na to, że za chwilę nie zlądujemy w kompletnie odmiennym klimacie. Yassowe otwarcie jest wstępem do rozedrganej psychodelii, która zdawałoby się, rozwija się w dobrze znany sposób. Rośnie napięcie, wyczekujemy tylko, jak gitary zagęszczą się w jazgotliwym uniesieniu. A guzik. Numer traci tempo i rozprasza się w perkusyjnym chaosie. Za chwilę bas bierze numer za ryj i lecimy w tytułowych rytmicznych ćwiczeniach repetytywnych. To nie koniec przygód, ale nie będę psuł zabawy.

Królestwo zostawia sobie przestrzeń do poszukiwań, zdaje się, że rozpiętych pomiędzy wypracowanymi i doszlifowanymi motywami. „Sztafeta klas” i „Wakacje w parafii” to już rzeczywiście porządne zajęcia z powtórzeń. Ale nie będziecie się nudzić, bo prowadzący przewidział całkiem sporo atrakcji i w dodatku potrafi ciekawie opowiadać.

Postaramy się z nimi spotkać na żywo.



rad


tagi: jazz (92)  noise_rock (30)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (484)  space_rock (8) 
komentarze