sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Popsysze – „Kopalino”

0 09-02-2017 10:05

Co się stanie, kiedy trzech utalentowanych gości zamknie się na tydzień w chatce na Kaszubach?

Powtórzę się. Bo już w tekście o płycie Królestwa pisałem, że polską muzyką zawładnęła ostatnio mantryczna psychodelia. Wiatr ten zatrząsł i twórczością trójmiejskich Popsyszów, przewrócił ich piosenkowe formy i zerwał jakieś wewnętrzne zabezpieczenia.

Od pewnego czasu znad Bałtyku dochodziły sygnały, że Popsysze mają nowy pomysł na siebie, że kolejny album będzie przełomem. Potwierdził to brawurowy, rozrośnięty i pełen kwasowości singiel „Słońce”. Ale już cała płyta „Kopalino” nie daje tak jednoznacznych odpowiedzi.

Tak słucham sobie „Kopalino” i słucham, i dochodzę do wniosku, że owszem, zmiana jest, nawet duża, ale fundament pozostał nietknięty. Popsysze to był do tej pory zespół mocno piosenkowy. Ich poprzednia płyta nosi tytuł „Popsute”. Popsute piosenki – po prostu. Mają tam kilka takich refrenów, które wskakują momentalnie do łba. „Aleeeeee, nie nadąąążąm” chodziło mi przez kilka miesięcy. Co robili Popsysze z takimi numerami? Ukręcali im kark, skacząc co rusz w improwizowane granie. Teraz wygląda to bardziej tak, że czynnik piosenkowy barwi instrumentalne momenty.

Popsysze jakby ośmielone, nie ograniczają się w swobodnych, przestrzennych lotach, którym jakby mimochodem trafiają się piosenkowe prześwity. Często te ich improwizacje wcale nie są skomplikowane, ani wymyślne, lecz nakierunkowane na budowanie atmosfery. Klimatyczny pochód basu, oszczędna perkusja i bardzo różnorodnie używana gitara – od rzężeń, sprzęgów, po minimalistyczne ozdobniki, solówki i mięcho na przesterach. Znajdziemy też detale, które budują specyfikę brzmienia „Kopalino” – a to jakiś progresywny motywik, a to przedziwny riff post-country, a to garść elektronicznych fryt. Na tej płycie jest naprawdę kolorowo.

Rok 2017 przynosi w Trójmieście trzy ważne wydawnictwa z okolic psychodelicznego rocka. Wyszło już Królestwo, są Popsysze (dokładnie to premiera w sobotę 11.02), za chwilę ukaże się split Lonker See (z ARRM). Każdy z tych zespołów w zupełnie inny sposób dotyka tej materii. Popsysze nie wyzbywają się swojej wrażliwości piosenkowej. Udanie wszczepiają ją w transowy, gitarowy miąższ. Spośród wymienionych wyżej zespołów, jako jedyni osadzeni są w pewnej lokalności. Oczywiście przede wszystkim wynika to z faktu, że śpiewają po polsku. Podjęcie ojczystego było najważniejszym krokiem w ich działalności, ustanowiło zupełnie nową jakość. Liryki na „Kopalino”, choć czasami dosyć dziwnie rozłożone rytmicznie, mają swój spójny sens i wydźwięk, nadają uniwersalnej muzyce wspomniany swojski sznyt. Dzięki temu brzmią naprawdę wyjątkowo.

Miło się śledzi muzyczną drogę Popsyszów. Wierzę, że „Kopalino” będzie na tej drodze pewnym przełomem, momentem otwarcia na nowe kierunki i pomysły. Bardzo udany album.

Czas ten materiał sprawdzić na żywo. Postaramy się zaprosić ich w tym roku do Szczecina.



rad


tagi: polskie (886)  popsysze (3)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze