sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

UGORY – kombajny i świerszcze

0 02-08-2017 14:53

O tym jak na ugorach wyrósł zespół, który nagrał jedną z najważniejszych płyt tego roku.

W styczniu ukazał się już piąty materiał Ugorów, poznańskiego projektu, za którym stoi Marcel Gawinecki, znany przede wszystkim z eksperymentalno noise-punkowej Melisy.

Śledzę jego działalność solową od początku, ale Ugory na naszych łamach jeszcze nie zagościły. Przede wszystkim dlatego, że nie miałem pomysłu na tekst, ale nie ukrywam też, że pierwsze nagrania nie poruszyły mnie jakoś specjalnie. Wraz z rozwojem Ugorów – i mam tu na myśli zarówno rozwój muzyczny, jak i rozwój samej idei funkcjonowania – pomysł się wykluł.


KURSK

Zaczęło się od epki K.U.R.S.K. z 2015 roku, na której Gawinecki zaprezentował opowieść kosmiczno-podwodną. Taką interpretację nasuwają nie tylko tytuły: SputnikK.U.R.S.K.

Pierwszy z nich nawiązuje do radzieckiego satelity, który wyniósł w przestrzeń kosmiczną słynnego psa Łajkę. Drugi to nazwa rosyjskiej łodzi podwodnej, która zatonęła na Morzu Barentsa w 2000 roku. Świat żył wówczas doniesieniami o marynarzach uwięzionych w okręcie, którzy ostatecznie zginęli. [Jeden z nich spisał notatkę: „Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta. Poniżej jest lista ludzi z załogi innych przedziałów, którzy zgromadzili się w dziewiątym i będą próbowali wyjść. Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikow”].



Wracając do płyty – ambiento-dronowa warstwa muzyczna współgra z tą koncepcją. Pojawiają się „space-owe” wariacje i - co później okaże się ważną częścią ugorowego brzmienia – mroczne, pełne mięsistego dołu modulacje basu, podbite „podwodnym” efektem. Najważniejszy okazał się środkowy numer „Solano”, w którym Gawinecki pokazuje, jak stworzyć pokaźną kompozycję na bazie majestatycznie warczącego basu i umiejętnie utrzymać napięcie.


W muzyce Ugorów przykuwa uwagę bogactwo dźwięków. Niekoniecznie tu chodzi o przepych ozdobników, ale bardziej o trudność w odczytaniu, skąd się wziął dany dźwięk, czasem zaskakuje kontekst w jakim jest użyty. Zapytałem Marcela jak to się wszystko rodzi - Nie ma zasady. Czasem jest to riff, który zagrałem pół roku wcześniej i nie może mi wypaść z głowy, czasem wychodzi coś z czapy, po prostu jeden dźwięk powtarzany w kółko i cała masa ozdobników (albo i nie), czasem wszystko zaczyna się od niewinnego sampla, dźwięku betoniary czy nagrania dziwnego robala szeleszczącego gdzieś w rowie. Kiedyś sporo jeździłem kolarzówką po okolicznych lasach i nagrywałem wszystko, co wydawało się ciekawe. Co jakiś czas wracam do tych field recordingów, moduluję je lub cokolwiek, czasem dogrywam syntezator albo kilka ścieżek gitar.

CERKIEW

Rok później ukazała się epka Cerkiew zapowiadająca nadchodzący długi album. Po raz pierwszy usłyszeliśmy Ugory w formie kolektywu. W ten sposób powstało też LP Przesilenie. Obok Marcela Gawineckiego pojawili się tam Jędrzej Siarkowski, Tomek i Robert Śliwka. Jak była ich rola? - Taka, jaką sami sobie narzucili – odpowiada Gawinecki i dodaje - Utwory robiliśmy przez internet. Tomek był akurat na wylocie na kontrakt do Singapuru, a Jędrzej był jedną nogą na Erazmusie w Turynie. Nie zapominajmy też o Tomku Rolniaku, który oprawą graficzną uświetnił tę płytę. Od tamtej pory współpracujemy - Tomek opracował okładkę "Przesilenia" i "Padliny". Przygotował również wizualizacje na koncerty, zrobił super boxy z płytami.



PRZESILENIE

Przesilenie (sierpień 2016) pokazało, że Ugory nie będą jedynie szyldem domowej dłubaniny, a sprawą otwartą na najróżniejsze konfiguracje personalne, sprzętowe i brzmieniowe. Zespół brzmi tam niebywale różnorodnie. W gruzowisku stylów odkopiemy doom i black metale, sludge, harsh-noise’y, industriale, psychrock, ambienty, drone’y, synthy, etno, folki, krauty i pewnie mógłbym jeszcze wyliczać. Ale rzeczywiście Ugorom udała się niełatwa sztuka stworzenia płyty, która teoretycznie nie ma jednego stylistycznego mianownika, ale jest spójna i spokojnie dałoby się ją nawet ubrać w koncept album.



COŚ TY ZROBIŁ ZE SWOIM ŻYCIEM

Padlina (styczeń 2017), o której wspominał Gawinecki to ostatnia płyta Ugorów. Ale zanim powstała, ukazała się – niezwykle szybko, bo miesiąc po debiutanckim longplayu - epka Coś ty zrobił ze swoim życiem (październik 2016). To sesja live na bas i dziwadła (M. Gawinecki) oraz perkusję (Marcin Haremza). Sporo tam ciężaru i nojzowych sprzęgów. Przede wszystkim jednak po raz pierwszy słyszymy Ugory z żywą perkusją, która narzuca bardziej intensywne brzmienie. Jak zaznacza Gawinecki, nagrania powstały bez żadnych wcześniejszych ustaleń.



PADLINA

Wracamy do Padliny. Najgłośniejszego albumu Ugorów. Najgłośniejszego zarówno pod kątem tego, co na niej znajdziemy, jak i tego, jakim echem odbiła się w tzw. niezalu.

Już otwierający Ja wychodzę, ty zostajesz robi olbrzymie wrażenie. Ugory brzmią potężnie, brudno i jazgotliwie, ale trzymają się „piosenkowego” wątku, a Robert Śliwka odpowiednio brutalnie zdziera gardło (podobnie w Sam na Sam). Coś pięknego dla fanów Krzycz. - Robert to super ziomuś. Jeszcze przed Ugorami nagrywaliśmy płyty i koncertowaliśmy. To człowiek o wielu twarzach i niesamowitej ekspresji. Na scenie jest prawdziwym zwierzakiem. W studiu nagrywa trzy ścieżki wokalu, każda z nich brzmi jak paskudny bad trip i to jest super, daje mi duże pole przy miksach – tłumaczy Marcel.



Ugory na Padlinie po raz kolejny uciekają od ciasnych ram. I tak obok przyciężkiego doom’owego Dno odzywa się do mnie, woła mnie słońce w nim stacjonuje pełen urody i powabu gitarowy ambient w postaci Łąki nadnoteckich. Ba, porwałbym się nawet na stwierdzenie, że numer tytułowy to wręcz przebój - z charakterystycznym, świetnym riffem. Znakomita jest to płyta, przepełniona całą masą intrygujących wątków. Nie mam wątpliwości, że jedna z najważniejszych w Polsce 2017.


Dopytuję Marcela, jak on widzi ewolucję twórczości Ugorów - Interesuje mnie różna muzyka, ale chyba bardziej interesuje mnie to, co dzieje się wokół. Świat w różnych porach roku brzmi inaczej. Na wsi, bardzo to widać. Teraz jest przełom lipca/sierpnia i wszędzie słychać kombajny, a wieczorem dochodzą do tego świerszcze. Z jednej strony industrialny dron, z drugiej uspokajający dźwięk. I to wszystko w zajebistym stereo. Non-stop poszukuję i pewnie kolejne płyty będą dalej różnorodne i inne od siebie. Nie widzę problemu, żeby obok harsh-noiseowych walców znalazł się kower np. Alibabek.

KONCERTY

Nie jestem głuchy na to co dzieje się na polskiej scenie niezależnej. A dostałem sporo zwrotek, że Ugory na żywo to piekielnie dobra sprawa. Zdążyli zagrać już w rodzinnym Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu.

Wersja koncertowa Ugorów to kwintet. - Zaprosiłem do składu, poza Marcinem i Robertem, mojego brata Mateusza, którego znacie z Gołębi oraz Kubę Kaczmarka, którego niektórzy kojarzą z Social Cream. Mamy wokal, perkusję i trzy gitary, z czego ja odpowiadam za najniższe częstotliwości – wylicza Marcel.

Warto w tym miejscu zapowiedzieć dwie istotne rzeczy. Niebawem ukaże się nowy album Ugorów, przygotowany przez Gawineckiego i Roberta Śliwkę, a w jednym z utworów pojawi się też Bibi, która gra m.in w Hanako i Evvolves. Druga rzecz: Ugory w Domku Grabarza 25 listopada razem z Her Side.

Foty Tomasz Rolniak

/ radek soćko / 


tagi: alternatywa (283)  ambient (10)  doom (2)  drone (6)  elektronika (159)  metal (29)  noise (8)  przybliżamy (142)  rock (469)  ugory (1) 
komentarze