sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

BNNT – MULTIVERSE

0 12-12-2017 12:53

Muzyka w czasach przesytu.

Lawinowy natłok informacji, sklepowe półki uginające się od 400 różnych wersji batonika, tysiące, miliony godzin muzyki, której nikt nie jest w stanie przetworzyć, przesłuchać, zapamiętać. Może i to nieco dramatycznie brzmiący obraz naszej współczesności, bo wszystko to nie przeszkadza mi na co dzień uśmiechać się i ogólnie mieć dobrze. Może to obraz wręcz skandalicznie „tak bardzo problemy pierwszego świata” w kontekście ludzkich dramatów, głodu, wojen i tego wszystkiego, o czym byśmy nie chcieli wiedzieć. Ale prawda jest taka, że tempo i styl życia zachodniej cywilizacji, której częścią się czujemy, to także bagaż problemów psychicznych, tożsamościowych, stanów lękowych i uzależnień. Swoją drogą – czy to nie ciekawe, że jako gatunek jesteśmy skazani w pewnym sensie na cierpienie, na ciągły niedosyt, czy to wewnętrzny, czy najbardziej prozaiczny niedosyt dóbr?

Dlaczego o tym piszę przy okazji płyty BNNT? Bo nerwowy trans, który stanowi grunt tego albumu kojarzy mi się właśnie z chaosem współczesności, a jego tajemnicza aura z niewiadomą, do której zmierzamy. Czuję w tej muzyce – i być może znacznie odbiega to od tego, co przekazać chcieli twórcy – to, jak się skrzywiamy.

BNNT na nowej płycie odwróciło się od ekstremalnego soundbombingu, zwracając się ku rytualnemu, posttanecznemu transowi. Uwypuklają prostą rytmikę, wręcz pierwotną, naturalną dla człowieka, od kiedy tylko nauczył się przedmiotami wydawać dźwięk. Ale nie jest to trans, który uspokaja. Niesie mrok i niepokój, wręcz strach. Bębny podbite „dołem” pocisku basowego i przecięte sprzęgami tętnią jak serce złowrogiego potwora.

Wrzucając singiel z MULTIVERSE pytałem, jak długo jeszcze trwać będzie seria albumów opartych na minimalizmie i powtarzalności. I zastanawiałem się, czy w tej formie jeszcze ktoś pamięta o treści. Uważam, że największym przekleństwem świetnych płyt tego typu jest to, że wypływają w ostatnich latach w tak szerokim strumieniu. Daleko nam jeszcze do klęski urodzaju, ale jednak percepcja szczepiona co rusz repetycjami uodparnia się; a znakomitym zespołom, które chcąc nie chcąc znalazły się w jednym froncie trudniej o argument wyjątkowości. Jednak rozwój tego nurtu w Polsce, którego matecznikiem stał się Instant Classic, jest zjawiskiem fascynującym. Nie zamierzam być tym, który narzeka, że jest za dużo dobrego.

Chciałem poczekać z tym tekstem na koncert BNNT. I była to dobra decyzja, bo przez dźwięki MULTIVERSE przebijają mi się teraz kalki z mistycznie zabarwionego występu duetu, wspartego przez znakomitych braci Rychlickich (mogę sobie tylko wyobrażać, jak na żywo rozkrajałby zwoje sax Matsa Gustafssonona, obecnego na albumie). Było jak na tajemniczym noise’owym obrzędzie. Płyta tego nie odda, ale na namiastkę możecie liczyć.



Radek Soćko



tagi: alternatywa (298)  bnnt (1)  instant_classic (2)  noise (14)  polskie (886)  psychrock (6)  recenzje (806) 
komentarze