sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Żywiołak – „Globalna Wiocha”

1 24-11-2011 17:36

Podpora polskiego neofolku, zespół Żywiołak po zmianach w składzie pokazuje inne oblicze na nowym wydawnictwie pod nazwą "Globalna Wiocha".

Po zmianach

Wielbicielom folku czy tzw. neofolku Żywiołaka nie trzeba przedstawiać. Po rewelacyjnym debiucie w 2008 roku, intrygującej płycie z remiksami z ubiegłego, przyszedł czas na trzecią płytę, z zupełnie nowym materiałem. Warto wspomnieć, że w 2011 roku w składzie zaszły znaczne zmiany, a dokładniej w  warstwie wokalnej. Z zespołu odeszły Anucha Piotrowska i Iza Byra, a ich miejsce zajęły Monika Wierzbicka i Karina Kumorek. Tak więc płyta "Globalna Wiocha" to też pierwszy materiał z nowymi wokalistkami.

Żywiołak - Globalna Wiocha
Płytę rozpoczyna Prolog, z typowym dla Żywiołaka brzmieniem, zakrawającym na folk-metal czyli dźwięki liry korobowej, basu i gitary elektrycznej. Stary dobry Żywiołak chciałoby się rzec. Po nim następuje kawałek, który był bonusem na "Nowej Mix-Tradycji", czyli ciekawie skomponowany "Mój miły Rolniku". Tu słyszmy pewną różnicę. Na "Globalną Wiochę" nagrano nową wersję tego utworu, już z nowymi wokalistkami. Brakuje tych świetnie zgranych, szalonych, energetycznych głosów Anny i Izy. Ciężko mieć pretensje do następczyń, ale brzmi to jednak gorzej.

Żywiołak - "Neurowizja"

O co kaman?

Większość płyty to przedziwne kompozycje, wciąż mocno zaprawione folkiem, ale też melodyjne i biesiadne. Cała płyta jest niespójna - muzycznie i tekstowo, również jeśli chodzi o przesłanie. Wydawać by się mogło, że Żywiołak nie wypracował do końca pomysłu na ten krążek. Panuje jeden wielki bałagan i to w dodatku nie taki nasz słowiański, staropolski, lecz ot taki, nijaki.

Z jednej strony mamy muzyczne przypowiastki o europejskich miastach. Jest "Berlin", z historią antyfaszystowską w tle, jest "Moskwa", jest "Istanbul". Z drugiej strony mamy elementy demonologii w postaci krasnali, które są motywem przewodnim płyty. Do tego mnóstwo "grochu i kapusty" - elementy współczesnych społeczeństw takie jak Internet, polityka (sic!), religia. Pojawiają się absolutnie dziwnie brzmiące w twórczości Żywiołaka wstawki w języku angielskim, łącznie z odrzucającym "o co kaman?!".

Żywiołak - Pogaństwo II

Pogaństwo z Rydzykiem

Są ja zawsze też brawurowe przygrywki na lirze, ciężkie riffy basowe i łomot garów, do których nas przyzwyczaili de Lira , MROQ i spółka. Ale jakby tej pierwotnej energii, ludycznej siły było mniej, jakby się rozmyła. Zaczynająca się dyskotekową wstawką "Moskwa" to przykład takiego zblaknięcia. Nie dość, że wokale Niny Nu i Kary nie brzmią wystarczająco ostro i zadziornie, to w dodatku tekst oparty jest na rymach częstochowskich: "...a jeśli w Moskwie ktoś ma stracha, to ma goryla, no a goryl ma kałacha, lecz już przy barze ten kolega to równiacha! A więc strzelamy: setę, piwo, skręta, macha!". Zaskakująco słabe. Równie kiepsko wypada "Wiochmen pogo" łączące big bit z celtycką skocznością oraz "Oslo", na którym Żywiołak eksperymentuje z ragga.

Żywiołak - Pieśń Słoneczna

Poza wspomnianymi wyżej Prologiem oraz "Rolnikiem", świetnie wypadają utwory "Neurowizja" - przypominające dawne nagrania Żywiołaka oraz kapitalne, brutalne i prawdziwie folk-metalowe "Pogaństwo II".

Dlaczego Żywiołak odszedł od tego, co przyniosło mu sukces w postaci rzeszy fanów? Zamienił neofolkową transowość i dziką, nieokiełznaną energię na utwory o seks czatach i "ojcu" rydzyku. No i jeszcze raz wspomnieć trzeba - wokale brzmią całkiem inaczej, niż na wcześniejszych płytach. Ma to niebagatelny wpływ na brzmienie całości, które z folkowego czadu przemieściło się ku biesiadnemu folkowi w wersji hard.

Wierzę, że płyta znajdzie sympatyków, bo nie brakuje na niej dobrych fragmentów. Mnie jednak nie przekonuje - może dlatego, że debiutem Żywiołak postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, robiąc nie mniejsze nadzieje na kolejną perełkę.

Miejsca Żywiołaka w sieci:
Facebook
Strona
Myspace

rad
rad


tagi: folk (192)  neofolk (13)  polskie (886)  recenzje (806)  żywiołak (9) 
komentarze
Płyta "Globalna wiocha" - to jedno wielkie rozczarowanie.
Po pierwszej - genialnej płycie -  oczekiwałem kolejnej, inspirowanej folkiem uczty.
Co dostałem?
Połączenie piosenki biesiadnej z rytmami Kombii.
Ja rozumiem, ze z folku żyć się nie da, ale na coś trzeba się zdecydować. Albo chce się grać SWOJĄ muzykę, godząc się z tym, że niewiele osób to kupi, albo przestać udawać i grac "majteczki w kropeczki" na weselach.
Jak pisał W. Łysiak - "nie można siedzieć okrakiem na barykadzie bo uwiera w jaja."
simarillion
16-04-2013 08:33:34