trzecie urodziny tegoslucham.pl

Eternalovers - „Silence of Sorrow”

0 05-05-2012 14:16

O projekcie Eternalovers wiadomo niewiele. Z dostępnych w globalnej sieci strzępów informacji można się dowiedzieć, że jest to wejherowski duet tworzony przez małżeństwo ukrywające się pod pseudonimami Luna i Alphard. Na tym szczegóły dotyczące Eternalovers się kończą. Nie szkodzi, ich muzyka broni się bowiem sama.

"Silence of Sorrow" to pierwszy oficjalny album duetu, chociaż jego długość kwalifikowałaby go raczej jako epkę. Niespełna półgodzinny materiał został zarejestrowany w 2011 roku. Poszukiwania tradycyjnego wydawcy płyty nie przyniosły skutku, dlatego "Silence of Sorrow" można (a wręcz należy!) za darmo ściągnąć ze strony japońskiego netlabela Bump Foot.

Muzykę Eternalovers najogólniej można zakwalifikować do nurtu elektroniki spod znaku dark independent. Są to pogranicza trip hopu z wyraźnymi wpływami ambientu i jazzu, co tworzy mieszankę nasuwającą na myśl późną twórczość Ulvera bądź The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble (sami artyści przyznają się zresztą do takich inspiracji). "Silence of Sorrow" zachwyca głębokim brzmieniem, które oscyluje między eterycznością klawiszy z jednej strony, z drugiej zaś brutalną, nieco industrialową ciężkością.


Na "Silence of Sorrow" dominuje warstwa instrumentalna, melorecytacja pojawia się tylko w wypadku dwóch spośród pięciu utworów, m.in. w chyba najmocniejszym punkcie płyty - interpretacji wiersza Leopolda Staffa pt. "Kochać i tracić". Chociaż przy pierwszych odsłuchaniach utworu sposób melorecytacji wydawał mi się dość drażniący, teraz nie mógłbym sobie wyobrazić innego. Swoją drogą szkoda, że polscy twórcy nieczęsto korzystają ze skarbnicy młodopolskiej poezji, nie licząc może poszczególnych wykonawców poezji śpiewanej. Eternalovers odważyli się użyć tekstu neoromantycznego i chwała im za to - może w ich ślady pójdą inni artyści sceny dark independent.

Oprócz rytmicznych, pulsujących dźwięków (jak w "Kochać i tracić") wydawnictwo zawiera utwory silnie jazzujące, ukazujące słuchaczowi nieregularne plamy dźwięków, kojarzące się ze ścieżką dźwiękową do starego horroru. W muzyce Eternalovers tkwi wielki potencjał ilustracyjny i z pewnością sprawdziłaby się ona w towarzystwie klasycznego filmu grozy (wprawdzie tego typu projektów w Polsce już trochę było, niemniej nadal takie połączenie brzmi dla mnie kusząco).


"Silence of Sorrow" to album melancholijny, wręcz depresyjny. Słuchanie go nie uwolni w nas pokładów energii, nie sprawi, że z uśmiechem na twarzy ruszymy przed siebie. I bardzo dobrze - od tego mamy inną muzykę. Twórczość Eternalovers jest smutna i piękna. A podobno - zgodnie z tytułem pewnego albumu sprzed piętnastu lat - każde piękno jest smutne.

Eternalovers w sieci:
Myspace
Pobierz

Rafał Sowiński

tagi: alternatywa (204)  elektronika (105)  eternalovers (1)  polskie (594)  recenzje (519)  trip_hop (2) 
komentarze