sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

R.U.T.A – Na Uschod, wolność albo śmierć

0 29-08-2012 11:47

Rok po przełomowej płycie „Gore”, R.U.T.A powraca z drugą płytą przepełnioną pieśniami buntu. Tym razem zespół spogląda na Wschód.

„Gore” wydana w 2011 roku było czymś więcej niż płytą. Poza niekwestionowaną wartością muzyczną, krążek ten wywołał publiczną dyskusję, ożywił zapomniany temat niedoli chłopskiej w historii Polski.. Puszczany był na całym świecie jako przykład buntowniczego etno punku, miksu raczej niespotykanego.

Teraz R.U.T.A powraca z drugim albumem, znowu buntowniczym, znowu łączącym folkową tradycję ze stylistyką hardcore punku. Ale moje obawy, że nowa płyta będzie kopią debiutanckiego pomysłu, okazały się bezpodstawne. Grupa wciąż realizuje ogólny zamysł projektu, pozostając w tematyce historii chłopskiego buntu, dotykając jednak nieco innego jego aspektu, sięgając też po nowe środki muzyczne.


Podług debiutu, brzmienie drugiej płyty jest bardziej współczesne, co nie znaczy, że mniej radykalne. Awangardowo brzmiący sax silnie odcisnął swoje piętno w kilku utworach (solówka w „Oj, Niech przyjdzie deszcz”!). Wyeksponowane zostały smyczki, które wraz z całą armią instrumentów zaaranżowano do korzennego punk rocka. Korzennego, bo echa tradycyjnego chłopskiego muzykowania są bazą całego albumu. Nie brakuje więc melodii czysto folkowych, jak „Sonce” czy po części „Kto u pana…”. Etno-jazzujący puls w „HulajPole!” ma w sobie coś z transowości pieśni nyahbinghi. Jest jeszcze szamańska mantra, która wieńczy punk-folkowy „Żnijcie, żeńcy” i cały krążek zarazem.

Donośny śpiew legendarnych punkowych krzykaczy Gumy i Robala już nie rządzi niepodzielnie, bo równie istotny jest wokal Nasty Niakrasavej (znanej z tradycyjnie folkowego FolkRollu). Wprowadza to pierwiastek kobiecej wrażliwości, co jest tym bardziej ważne, że R.U.T.A zwraca uwagę, że uciskane chłopstwo to nie tylko mężczyźni, o czym dobitnie opowiada przejmujący „Ius primae noctis – Prawo pierwszej nocy”, znakomicie zilustrowany klipem Łukasza Rusinka.


Kierunek „Na Wschód” wynika z poszukiwań wspólnego mianownika narodów Polski, Rosji, Białorusi i Ukrainy (oprócz Białorusinki Nasty, występuje też ukraiński zespół Hulajgorod). Stąd też schemat utworów – część śpiewana jest w języku białoruskim, część w polskim, a teksty inspirowane są tradycyjnymi pieśniami pochodzącymi z obu stron granicy. Podobnie jak na pierwszej płycie, wrą one od skrajnych emocji – gniewu, żalu, desperacji, strachu i szczerej nienawiści. Stosunek chłopów do panów celnie oddaje utwór „Oj niech przyjdzie deszcz”: „Oj, niech przyjdzie deszcz, niech nadejdzie mróz! Panów żytko sczeźnie wszystko, świeże siano zgnije panom!”. A może i lepiej czyni to kawałek „Żnijcie, żeńcy!”: „Oby psy cię rozszarpały, oby cię nie pochowali, oby cmentarz cię nie przyjął, wilki tylko niech ci wyją”. Jest też kawałek nieco łamiący spójność płyty – „Mama Anarchija”, będąca „puszczeniem oka do współczesnych buntowników […]”.

„Na Uschod” to właściwie druga część lekcji historii, zapoczątkowanej krążkiem „Gore”. R.U.T.A w pasjonujący sposób ukazuje dawny bunt prostego człowieka w zwierciadle współczesności (także jeśli chodzi o formę przekazu). Przypomina, że niewolnictwo, to nie tylko egzotyczna kwestia z „Chaty Wuja Toma”. Wydawnictwo z ponad stu stronnicową wkładką znowu aspiruje do czegoś więcej niż zwykła płyta muzyczna.

R.U.T.A w sieci

rad


tagi: folk (192)  nasta_niakrasava (2)  paweł_gumola (5)  polskie (886)  punk (166)  punk_rock (78)  r.u.t.a (5)  recenzje (806) 
komentarze