sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

The Shipyard – „We Will Sea”

0 03-09-2012 11:02

Dawno nie było w Polsce płyty alternatywnej, której na długo przed premierą wieszczono status debiutu roku. Czy "We will sea" "Stoczniowców" udźwignęła ciężar oczekiwań?

The Shipyard tworzą doświadczeni muzycy, ograni w kilku zespołach trójmiejskiej sceny: perkusista Filip Gałązka (Tymon & The Transistors, Brygada Kryzys, Izrael), gitarzystka i basistka Nela Gzowska (Kobiety), wokalista Rafał Jurewicz (Sound Of Pixies) i gitarzysta Michał Miegoń (Kiev Office, Marla Cinger, Karol Schwarz All Stars). Na czele projektu stoi Piotr Pawłowski, wywodzący się z legendarnego Made in Poland.

Zanim płyta się ukazała poznaliśmy dwa single - "The Shipyard" oraz "Downtown", które zasłużenie rozbudziły apetyty. Pierwszy zwiastował potęgę brzmienia, post punkową, industrialną estetykę (nazwa zobowiązuje), dopełnioną zadziornym wokalem i agresywną gitarą. Drugi, jakby trochę marzycielski, gatunkowo lżejszy, jak się później okaże, w porównaniu do reszty, wyjątkowo piosenkowy. Nie dziw, że po tak mocnych singlach zaczęto wyczekiwać debiutu, a może i płyty roku.


Co kryje stoczniowy album? Klimat cold wave - tak dopracowany przez Piotra Pawłowskiego, znany doskonale z Made in Poland, a ostatnio z EP Rykardy Parasol i Heart&Soul. Jego bas tutaj odgrywa zdecydowanie czołową rolę. Jest więc ponuro, zimno, surowo. Grupa krąży gdzieś pomiędzy zimną falą, post punkiem i shoegaze'em, przeplatając elementy charakterystyczne dla tych gatunków. Świetnie wypadają utwory "Free Fall" i Music Is The Only Chance" (chyba najlepszy na płycie), w których stonowaną, zimnofalową motorykę przenikają wściekłe punkowe uderzenia, podsycane krzykiem Jurewicza. Ciary i tynk ze ścian. Mniej porywają spokojniejsze, bardziej monotonne kawałki, w których owszem, wokal Rafała brzmi przyjemnie, klimat jest... ale czegoś brakuje. Mowa tu o "Fire Like Desire" i "Under The Apple Tree". Choć solidnie pobrudzony "Cigaretto" broni się bez dwóch zdań.


Na koniec dwa utwory w języku ojczystym. Ósemka to "Między Kobietą a Mężczyzną". To nauczka (również dla mnie), że po polsku wcale nie musi być lepiej. Utwór nie współgra z resztą i na tle pozostałych kawałków wypada banalnie, choć sam w sobie jest co najmniej solidny. Sprawę ratuje "Free of Drugs" - też po części po polsku. Wypada znacznie lepiej, też pod względem liryki: "refreny są jak opium dla ludu" - świetne.

To naprawdę bardzo dobra płyta - potężne, dojrzałe brzmienie, niezwykły, niepokojący nastrój. Do tego dużo gitarowego hałasu, prawdziwa kopalnia basowych partii i charakterystyczny wokal. Stoczniowcy mają dużo do zaoferowania. Niestety zrobiono im krzywdę, głosząc wygórowane opinie zawczasu. Jakżeby inaczej patrzono na płytę, gdyby miała być "tylko" znakomicie zapowiadającą się nowością. Byłaby prawdziwym hitem, tak jak Pure Phase Ensemble, do której oczekiwań nie było żadnych. Niemniej, materiał The Shipyard to czołówka najciekawszych polskich płyt a.d 2012.

The Shipyard w sieci:
Facebook
Strona

rad
rad


tagi: nowa_fala (22)  polskie (886)  punk (169)  recenzje (806)  rock (485)  the_shipyard (5) 
komentarze