sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

The Spouds – "Paxil"

0 23-10-2012 11:34

Ponad 40 minut surowej energii. Tak w skrócie prezentuje się, pierwsze pełnowymiarowe, wydawnictwo warszawskiej formacji The Spouds, pod tytułem "Paxil".

Zespół powstał w 2008 roku w Warszawie. Od tego czasu zdążył zagrać na kilku mniej lub bardziej znanych festiwalach (Electric Nights Festival, Good Warning!, Vintage Indie Party), wystąpić w trójkowej Offensywie i nagrać EP'kę "Serenity Is Only a Brainwave". W końcu przyszła pora aby wydać swój pełnoprawny, debiutancki album. Płyta, pod tytułem "Paxil", ukazał się 27 lutego 2012 roku, nakładem wydawnictwa fyh!records. Od premiery minęło więc już kilka ładnych miesięcy. Przyznać się muszę, że niestety wydarzenie to całkowicie przeoczyłem i krążek dopiero teraz trafił w moje ręce. Co się jednak odwlecze to nie uciecze...

Muzykę The Spouds najłatwiej określić jako mieszankę post-punk'a i post-hardcore'u z elementami noise'u. A mniej formalnie rzecz ujmując, jest to hałaśliwa fuzja dźwięków, pełna przesterowanych riffów, sprzężeń i krzyczących wokali. Na albumie wyraźnie widać inspiracje takimi kapelami jak Sonic Youth, czy Fugazi, do których zresztą muzycy sami się przyznają. Nie ma tu więc jakichś muzycznych odkryć, jest po prostu głośno, gitarowo, agresywnie i co najważniejsze z pomysłem.

Na "Paxil" złożyło się 11 kompozycji, w sumie trochę ponad 40 minut grania. Już po pierwszych dźwiękach wiemy, że nie będzie to krążek łatwy w odbiorze. Otwierający wydawnictwo "Burn-Out Track" to bowiem kwintesencja muzycznego brudu. Pełno tu dziwacznych, połamanych dźwięków, gitarowego charkotu i wycia, brak za to jakiejkolwiek linii melodycznej. Mimo wszystko utwór ten w jakiś przedziwny sposób wpada w ucho i robi naprawdę dobre wrażenie. Następna w kolejności jest singlowa "Canada". Naprawdę przyjemne granie. Melodyjne zwrotki, nagle przerywane dynamicznym, impulsywnym refrenem. Dalej jest dwojako. Pełne chaotycznej energii, hałaśliwe majstersztyki, przeplatają się na tej płycie z bardziej przebojowymi kawałkami. Mamy tu więc zarówno jazgotliwe "External" czy "HWDP" jak i potencjalne hity z "Puppies" i "Blackbox Girl" na czele. Całość wieńczy ponad sześciominutowy, psychodeliczny potworek, "Codeine". Dość spokojna w porównaniu z resztą materiału, pełna zmian tempa i nastroju, momentami wręcz rzewna kompozycja, znakomicie dopełnia album.

The Spouds grają szorstko, głośno i niepokornie. Ten stołeczny kwintet to naprawdę utalentowani faceci. W ich muzyce jest energia, jest pomysł i jest też olbrzymi potencjał. "Paxil" to natomiast bardzo przyzwoity album i znakomita obietnica na przyszłość. Jedyny zarzut jaki można mieć pod adresem tego wydawnictwa, to nędzny angielski wokalisty. Zarówno wymowa, jaki akcent są po prostu fatalne, przez co czasami wręcz trudno zrozumieć wyśpiewywane teksty. Radziłbym więc albo potrenować pod okiem kogoś dobrze znającego ten język albo po prostu zacząć nagrywać po Polsku.


The Spouds w sieci:
Facebook
Bandcamp

Piotr Samołyk

tagi: alternatywa (298)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (484)  the_spouds (1) 
komentarze