sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Magnificent Muttley – „Magnificent Muttley”

0 12-12-2012 19:19

Doczekaliśmy się longplaya "Psów" ze stolicy. Po świetnej EP, zwycięstwie w konkursie Red Bull Tourbus Rytmy Młodych i występie na Jarocinie, przyszedł czas na pierwszą studyjną płytę.

Zatytułowali ją w sposób oczywisty, po prostu "Magnificent Muttley", tak samo ja nie bawią się w żadne udziwnienia i kombinacje stylowe. Na krążku podają to z czego dali się wcześniej poznać - nieokiełznaną rockową energię. Nie znaczy to jednak, że nie poszli naprzód.

Brzmią o niebo lepiej, w czym niemała zasługa produkcji i LWW Studio, gdzie nagrywali i gdzie przeprowadzono mixy. Łatwo się o tym przekonać - na płycie zmieścili cztery z pięciu kawałków z debiutanckiej EP. Nie weszło jedynie "When". Warto odsłuchać i porównać jak wypadają te utwory na EP a jak na długograju. A są to "The Time", "Phenomenalike", "Still" i "Take a Sip".


Coś się wydarzy...

Ich muzyka zanurzona jest w rockowym klimacie końca lat '60 i przede wszystkim lat '70, kiedy już na dobre rozszalała się rewolucja gitary elektrycznej niesiona palcami J. Hendrixa. "Psy" korzystają z niej chętnie, przeplatając bardziej piosenkowe momenty długimi partiami gitarowych improwizacji. Posłuchajcie "One Drop", "The Time", a w szczególności "Stains" i przekonajcie się jak Kuba Jusiński wyciska z gitary ostatnie soki. Cały materiał naszpikowany jest prawdziwymi kaskadami solówek i gitarowej ekwilibrystyki. A wszystko to przepełnione oldschoolowym hałasem. Znajdziemy odwołania do Jimiego Hendrixa (przede wszystkim), Led Zeppelin ("Phenomenalike" lub "Still") czy niekiedy bardziej motorycznego Budgie (poszukajcie w "The Time"). Ale nie brakuje również bardziej współczesnych motywów, noise'owych zapędów ("No Stress") i gitarowego ognia rodem z USA ("Too Many Songs"). Da się wyczuć również funkowy groove.

Co ważne trio działa na jednakowym poziomie - o gitarze już było, perskusja Olka Orłowskiego czujna i precyzyjna jest wszędzie tam gdzie być powinna i choć może Olek nie ma takiej roli jak Bonham w LZ, to żeby docenić jego robotę warto zgłębić kawałek "Frank". Wokalnie również jest jak najbardziej ok, wokal Krzyśka Pożarowskiego niby zblazowany, niby znudzony, brzmi mocno, świeżo i stylowo.


Płytę spina klamra w postaci przedzielonego na pół utworu "Something is going to happen". Pierwsza część zaczyna album i jest ciszą przed burzą. Druga odsłona hipnotycznie zamyka materiał.

Nad Wisłą tak stylowo rocka nie gra nikt. MM są tutaj prawdziwą perełką i spokojnie możemy wysyłać ich za granicę jako nasz rockowy towar eksportowy. Docenił ich także Karrot Kommando, najczęściej wydający folk i reggae i ku zaskoczeniu wielu, znalazł dla rockowych Psów miejsce w swojej stajni, podejmując się wydania debiutanckiej płyty. Warto było.

Magnificent Muttley w sieci:
Facebook

rad
rad


tagi: magnificent_muttley (6)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (485) 
komentarze