sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

UL/KR – „Ament”

0 12-04-2013 11:21

Duet, który podbił polski niezal w 2012 roku, już w 2013 wraca z kolejną płytą, której pierwszy nakład rozszedł się już w preorderze.

Chcieliśmy grać ambient, ale wyszły nam piosenki rodem z bulgoczących bagien - mówili Błażej Król i Maurycy Kiebzak-Górski. Rzeczywiście na „Amencie” tła dla natchnionych tekstów Króla bulgoczą, chlupią i ciekną. Przynajmniej niektóre, bo inne sklecone są z postindustrialnych stuków, zgrzytów i chropowatości.

Najbardziej plumka w singlowym „Anonimie”, pięknym utworze, który urokiem znakomicie koresponduje z perełkami pierwszego wydawnictwa. Podobnie jak magiczna „Magia”, singiel numer dwa. Wybór tych numerów na zachętę był absolutnie trafiony, to najmocniejsze punkty płyty. Tak samo jak na pierwszym albumie takimi punktami są numery, w których dominuje wokal Króla. Potrafi on swoją niezwykłą barwą głosu zdominować przedziwną elektronikę i nadać jej charakter tła. Jak w utworze „Piekło”, powykrzywianym trip hopie, w dodatku brzmiącym jakby orientalnie, czy „Menu” o sztywnej, stukającej strukturze jaśniejszej cold wave. Spodobać się mogą jeszcze na pewno „Linia”, rytmiczna i monotonna, oraz przyjemne, też odrobinę trip-hopowe „Dzieci”.


UL/KR znowu mieszają piosenki z instrumentalnymi eksperymentami - „Ament” stanowi krótkie, minimalistyczne intro, a „Głupio” posiadający jeszcze fragment tekstu, to bardziej udana próba ambientu. Najtrudniejsze do przełknięcia są „Stos” i „Bagno” – psychodeliczne, pokręcone przerywniki, jakby zarejestrowane odgłosy z łodzi podwodnej.


Gorzowianie nie mieli lekkiego zadania. Debiut był prawdziwym odkryciem nad Wisłą. Ale drugi krążek trzyma poziom, choć tak samo nie jest prostą płytą, wymaga skupienia i czasu. UL/KR potwierdzają, że mają wielki talent tworzenia unikalnego muzycznego świata, enigmatycznego, na pierwszy rzut oka niedostępnego.

Debiutem nie zachwyciliśmy się aż tak jak większość blogosfery, choć doceniliśmy jego wyjątkowość, umieszczając w zestawieniu najlepszych płyt 2012. Teraz z czystym sumieniem możemy powiedzieć – jest constans, UL/KR nie zawodzi, ale i nie zachwyca. A największym minusem „Amentu” jest to, że w naturalny sposób pozbawiony jest fenomenu debiutu. Takie wrażenie można zrobić tylko raz.

(wyd. Thin Man Records)

UL/KR w sieci

rad
rad


tagi: alternatywa (298)  elektronika (161)  polskie (886)  recenzje (806)  ulkr (6) 
komentarze