sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Stara Rzeka - „Cień chmury nad ukrytym polem”

0 17-09-2013 14:45

Pierwsza płyta autorskiego przedsięwzięcia Kuby Ziołka to fascynująca podróż do źródeł sztuki.

Nie będę ukrywał, że już od bardzo długiego czasu, wszelka intelektualizacja sztuki napawa mnie mocną niechęcią. Dlatego też, z miejsca odrzuciłem całą ideologiczną otoczkę towarzyszącą solowemu przedsięwzięciu Kuby Ziołka, muzyka znanego choćby z Ed Wood czy Tin Pan Alley. Nie wnikałem głębiej w teorię „brutalizmu magicznego”, odsunąłem na bok patronującą płycie heideggerowską filozofię. Dopiero po zeskrobaniu tego zbędnego nalotu, przystąpiłem do obcowania z czystą sztuką.

Stara Rzeka płynie korytem wyżłobionym przez Atmana i jego następców – Karpaty Magiczne. Nie da się nie zauważyć podobieństw między twórczością tych zespołów, a „Cieniem chmury nad ukrytym polem”. Fragmentami może się on kojarzyć również z nieodżałowaną grupą Księżyc. Z biegiem jednak Stara Rzeka coraz bardziej meandruje i łączy się z innymi nurtami. Na jej debiutanckim albumie słyszymy więc echa psychicznego krautrocka, brutalny black metal, zimną elektronikę czy mroczny ambient. Te odległe niekiedy od siebie, muzyczne światy, przeobrażają się na „Cieniu...” bardzo harmonijnie i naturalnie.

Różnic jest więcej. O ile i Atman i (w mniejszym stopniu) Karpaty Magiczne bazowały głównie na instrumentarium etnicznym, w Starej Rzece prym wiedzie elektronika, a jedynym akustycznym instrumentem jest tu gitara. I rzecz chyba ważniejsza: giganci naszej etnodelii czerpali obficie z muzyki Orientu oraz różnorodnych tradycji indoeuropejskich. Natomiast „Cień...” nosi bardzo wyraźne znamię miejsca w którym powstał. To wieś Stara Rzeka leżąca nad brzegami Wdy, w Borach Tucholskich. Muzyka wypełniająca płytę pulsuje energią tego właśnie, konkretnego miejsca na Ziemi.

Nie znaczy to jednak, że debiut Starej Rzeki ma cokolwiek wspólnego z folklorem. Jedynym chyba elementem etnicznym jaki pojawia się na wydawnictwie jest ludowa wycinanka (w dodatku kurpiowska) zdobiąca okładkę oraz sam krążek. Muzyka na „Cieniu...” jest zarazem i lokalna, i uniwersalna. Album przypomina bowiem jak wyglądała sztuka u źródeł. A ta była niczym innym jak naśladownictwem natury. I tu słychać to doskonale, choćby w burzy black metalowych riffów czy w delikatnych ambientowych mgłach. „Grając określone dźwięki oddajesz prawdę o naturze, prawdę o tym, czym są dźwięki w ogóle”, mówi artysta w jednym z wywiadów. Również samo brzmienie posiada barwę ziemi, z której bierze początek Stara Rzeka. Jest surowe, chropowate, brudne. Nie będziecie na tej płycie testować swojego hi endowego sprzętu.

Kuba Ziołek jest nie tylko autorem wszystkich kompozycji, ale odpowiada również za nagranie i zmiksowanie całego materiału. Utwór zamykający całość to bardzo śmiała interpretacja pieśni „My only child”, autorstwa Nico. Oprócz tego, na „Cieniu...” Kuba wykorzystuje teksty Awrahama Chalfi'ego, Friedricha Hö lderlina (w oryginale) i swoje własne. Te ostatnie to bardzo pierwotna, uduchowiona poezja, znakomicie współbrzmiąca z muzyką, tworząca wraz z nią doskonałą całość. Muzyka Starej Rzeki to bowiem kulturowa interpretacja natury. Takie zjawiska na wielu płaszczyznach ludzkiej twórczości należą już niestety do rzadkości. Tym większe uznanie dla twórcy, za to, że przypomniał o prawdziwych korzeniach sztuki. Zaowocowało to jednym z najciekawszych albumów wydanych w tym roku w Polsce.

Ps: Kasetowa wersja „Cienia...” różni się nieco od kompaktowej. Jest mniej gwałtowna, bardziej stonowana, a z obiema można się zapoznać tutaj.



Stara Rzeka w sieci


Senior Cartero


tagi: alternatywa (298)  elektronika (161)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (484)  stara_rzeka (2) 
komentarze