sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Sex Architects – "Sex Architects"

0 19-09-2013 13:46

Mają w nazwie sex i grają alternatywnego rocka. Wydawałoby się połączenie idealne. Jednak wszelakie dywagacje mijały by się z celem gdyby panowie z Sex Architects nie potrafili wykorzystać swojego potencjału. Na szczęście tworzenie muzyki wychodzi im naprawdę dobrze.

Sex Architects powstali w 2009 roku w Warszawie. Pierwszą produkcją tego kwintetu, była krótka, wydana w 2011 roku, EP-ka „Heads in Clouds”. Już wtedy można było wychwycić najmocniejsze zalety grupy – głos Tomczyka (bardzo głęboki, podobny do wokalu Iana Curtisa) oraz proste i niezwykle melodyjne gitarowe kompozycje.

Na swoim pełnoprawnym debiucie zespół nie zszedł z wytyczonej wcześniej drogi. Dodatkowo do swoich atutów dorzucił dojrzałe teksty, tym razem w języku polskim. Trzeba także stwierdzić, że panowie nabrali większej ogłady muzycznej. Oprócz świetnych, skocznych i wpadających w ucho utworów, nie mieli problemu z nagraniem spokojniejszego materiału.

Już pierwszy numer („Roboty”), pomijając oczywiście niespełna minutowe „Intro”, zaraża słuchacza niezwykłą drapieżnością, dobrze skonstruowanym tekstem oraz naprawdę wpadającą w uchą partią klawiszy na samym końcu utworu. Oczywiście, gitary w tej kompozycji odgrywają rolę przewodnią, jednak to syntezatorowa elektronika kradnie im show pod koniec kawałka. Sporą konkurencją dla utworu z początku płyty jest niewątpliwie track „Czarne chmury”. Tym razem gitarowe riffy nie ustępują innym instrumentom, a pod koniec utworu słuchacz dostaje jeszcze krótką i niezwykle intensywną solówkę.

Utwory utrzymane w podobnym klimacie dominują na krążku. Zarówno „Demony” jak i „Dama z kosą” to numery oparte na szaleńczym tempie, napędzane są do spółki przez dwie gitary oraz perkusję. Szczególnie drugi kawałek, głównie przez podjęcie kontrowersyjnego tematu samobójstwa, zapada w pamięć.

Na płycie znajdziemy także ballady, które nie stanowią tylko uzupełnienia krążka. Bez odrobiny wyważenia i zwolnienia płyta wypadałaby bardzo schematycznie, a muzycy mogliby zostać posądzeni o brak jakiekolwiek różnorodności. Taką właśnie odmienność możemy zaobserwować w numerze „Fotografia”, gdzie leniwe tempo wybijane jest przez klawisze, a tylko chwilami, mocniejsze rockowe brzmienie daje o sobie znać. Równie dobry, o ile nie lepszy wydaje się „Pies”, z gościnnym udziałem Magdaleny Jobko. Efekt finalny dopełnia także wspomagający wokal Mateusza Maranowskiego. Z początku równie wyciszonym utworem wydawał się „Bezokoliczność”, jednak w środku jego trwania muzycy postanowili podkręcić tempo i przenieść go w rejony bardziej klasycznego rocka.

Końcówka płyty to utrzymany w psychodelicznym klimacie utwór „Ofiary waty cukrowej” oraz „Po prostu”, z którego warto zapamiętać początkowe dzwonki.

Sex Architects nie eksperymentują. Stawiają na niezbyt skomplikowane środki w swojej muzyce. Nie ma w tym nic złego, zwłaszcza, że formacja trzyma określony poziom. Życzyłbym sobie więcej takich „prostych” płyt.



Sex Architects w sieci



Daniel Kiełbasa
Daniel Kiełbasa


tagi: polskie (886)  recenzje (806)  rock (484)  sex_architects (1) 
komentarze