sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie
Mammoth Ulthana Mammoth Ulthana
Jak na razie to nasz jedyny materiał o Mammoth Ulthana

Mammoth Ulthana – „Mammoth Ulthana”

0 29-09-2013 12:51

Bieżący rok owocuje całkiem pokaźną liczbą interesujących debiutów. Oto kolejny z nich.

Mammoth Ulthana to warszawsko-toruński projekt muzyczny, powstały w wyniku spotkania dwóch multimedialnych wizjonerów. Jacek Doroszenko odpowiada za elektroniczną stronę przedsięwzięcia, zaś Rafał Kołacki wykorzystuje akustyczne brzmienia instrumentów etnicznych. Przed paroma tygodniami nakładem Zoharum (do spółki z Huta Artzine) ukazała się debiutancka płyta duetu, zatytułowana po prostu „Mammoth Ulthana”.

Album przynosi muzykę intrygującą i tajemniczą. Wyrafinowana elektronika i brzmienia akustyczne przenikają się tutaj tak harmonijnie, że często nie wiadomo z jakiego źródła pochodzą dane dźwięki. Utwory wydają się posiadać wewnętrzną dyscyplinę kompozycyjną, jednak przeważają partie improwizowane. Figury rytmiczne rzadko wysuwają się na pierwszy plan, a jeśli już, to nie niosą ze sobą transowej motoryki; raczej potęgują nastrój („Ballad”). Gdzieniegdzie słychać echa muzyki konkretnej czy minimal techno, jednak dominują metafizyczne, ambientowe pejzaże. Dźwięki mis tybetańskich i gongów rozlewają się po horyzont jak uchem sięgnąć, kierując uwagę w stronę rytualnej, mistycznej muzyki orientu. Ale to nie jedyne skojarzenia. Niektóre fragmenty płyty (niepokojący „Impromptu”) przywołują na myśl HATI, którego muzykiem jest Kołacki, wykorzystujący i tutaj podobne instrumentarium. Z kolei oniryczne, dźwiękowe mgły mogą przypominać dokonania gigantów kosmicznego ambientu z Biosphere na czele.


„Mammoth Ulthana” to propozycja wymagająca od słuchacza całkowitego zaangażowania. Sztuka ta odwołuje się bezpośrednio do wrażliwości i emocji. A że nie ma tu żadnej narracji, każdy może odczytywać ją po swojemu. Dla mnie jest to muzyka doskonale odzwierciedlająca ład, dynamikę i różnorodność natury. Kojące, medytacyjne fragmenty doskonale współbrzmią tu z gwałtownym, postindustrialnym hałasem. Majestatyczne drony wibrują wśród szumów i trzasków, a futurystyczne brzmienia przenikają się z dźwiękami dotykającymi pierwocin i przypominającymi, czym była sztuka u swojego zarania. Gdy słuchałem tej płyty przed oczami pojawiały mi się obrazy różnych światów nachodzące na siebie jak klisze. Tworzące się w ten sposób ilustracje stanowiły organiczną całość zawieszoną jakby poza czasem.

Warto zwrócić również uwagę na szatę graficzną wydawnictwa autorstwa Ewy Doroszenko. Na zdjęciach widzimy zamaskowanych artystów, wcielających się w role szamanów tajemniczego plemienia Mammoth Ulthana. Równie zagadkowo wyglądają piktogramy zamieszczone wewnątrz okładki jak i sam logotyp grupy. Całość doskonale koresponduje z dźwiękową zawartością wydawnictwa. Jednym słowem: to oprawa godna jednego z najoryginalniejszych debiutów tego roku.

Mammoth Ulthana w sieci

Senior Cartero


tagi: elektronika (161)  mammoth_ulthana_ (1)  polskie (886)  recenzje (806) 
komentarze