sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Jak to jest z frustracjami blogerów muzycznych

6 30-10-2013 21:48

Kilka słów szczerość o bólu pupki, sporej – jak sądzę - rzeszy blogerów muzycznych. No w każdym razie mojej jak najbardziej.

Bo to jest tak, że uwielbiamy robić to co robimy. Bo bez tego przecież byśmy nie zarywali nocy, nie dokładalibyśmy do serwerów i na znaczki pocztowe. Nie wymyślaliśmy tematyki swojego bloga, ona jest w nas – parafrazując Paulo Coelho polskich Internetów czyli niejakiego Kominka (ble!). Daje to full satysfakcji, z każdym czytelnikiem większą. Bo przecież o to chodzi, żeby tę muzykę z jakiegoś Bździna przekazać dalej i dalej i dalej. Ale są też rzeczy, które frustrują, nie oszukujmy się, nie zawsze jest różowo.

Największy ból to brak odzewu. Internet jest już tak przepełnionym i wciąż bombardowanym treścią śmietnikiem, że przebić się z recenzją – nawet według ciebie czegoś przezajebistego – jest cholernie trudno. I tak naprawdę nie ma pewności co chwyci, co porwie tłumy, czyli ile osób kliknie, ściągnie, przekaże dalej. Da tego krzywego, zasranego lajka. Serio, nie ma nic przyjemniejszego dla kogoś kto skrobie o muzyce, niż świadomość, że mógł pchnąć coś zajebistego w świat. Coś, o czym pan ze smutnym głosem w Trójce dowie się za 2-3 miesiące. I nic nie boli jak obojętność, wliczając w to brak krytyki. Teraz naprawdę niełatwo zebrać hejta, no chyba, że od zespołów. No i chyba, że jest się portalem DNA Muzyki, który w obrażaniu bandów odnalazł machinę promocyjną swojej działalności. – Jesteście za mało wyraziści, słabo piszecie, gdzie wam tam do Chacińskiego – ktoś powie. Spoko, bierzemy to na klatę z wielką dozą pokory, ale niemniej, te właśnie rzeczy bolą, czy mniej dramatycznie – uwierają.

Wrzucasz recenzję czy nawet – szanując prawa Internetu, gdzie tekst traktowany jest po macoszemu – sam kawałek do odsłuchu i co? I cisza. Nie wiesz czy chujowy, czy klapa zupełna, czy może wręcz przeciwnie, właśnie wspólnymi siłami odkryliśmy polską Patti Smith. Nie wiesz czy jesteś jedynym świrem, któremu ów materiał się spodobał. Może tu już nikt poza samymi zespołami, managarami i wydawcami nie zagląda? Tak to działa. Więc serio, jak się nie podoba napiszcie „kupa”, „lipa” czy inne formy krytyki. A jak się spodoba to zachwalcie, artyści najczęściej też zaglądają, by zobaczyć czy ich muza zyskuje poklask czy jest mieszana z błotem. Ich obojętność boli jeszcze bardziej niż muzycznych gryzipiórków. I tu też jest miejsce na podziękowania dla Was wszystkich, którzy zostawiają po sobie jakieś ślady – widzimy je, często znamy wasze awatary na pamięć i równie często orientujemy się w waszych gustach. Eh, sentymentalnie się zrobiło. Wracając…

Uwierają też te 3-zdaniowe recenzje w ogólnopolskich gazetach. Chuj wie, czy to recenzja, czy może właściwie sam lead. Ok, trudniej napisać krótko i treściwie niż rozpasanie i byle jak. Zazwyczaj za tymi kilkoma zdaniami stoją stosy przesłuchanych płyt i ugruntowana, bogata wiedza. No ale... Rzeźbisz recenzję, przesłuchujesz tygodniami żeby niczego nie pominąć, żeby zajrzeć głębiej i zrozumieć lepiej, a w papierówce trzy ogólnikowe zdania. Ok, prawo rynku.

Co jeszcze? Facebook. Nie dość, że ucina kompletnie oglądalność postów, przez co pojedynczy wpis trafia do jakiejś 1/12 śledzących fan pejdża, to no cóż - jest jaki jest. Po ponad dwóch latach intensywnej działalności uzbieraliśmy jakieś 1,7 tysia lajków. Jak dla nas to dużo i bardzo nam miło. Ale kurde, kliknij człowieku w jakąś stronę, weźmy na to, strzelam – „Po wstaniu spluwam przez lewe ramię”… a tam 25 tysi. No boli. Ale za to mamy pewność, że nie korzystając z żadnych spamowych patentów ani nie płacąc fejsbukowi, każdy kto do nas zajrzał, zrobił to z własnej woli. I to jest dla nas ważniejsze niż puste fejsbukowe liczby.

I kończąc optymistycznie. Nie ma to być litania skarg i żali, ale luźne pokazanie jak to czasami wygląda z naszej perspektywy. Poza całą masą radości i satysfakcji bywają też małe frustracje. No ale przecież jak tu zajrzeliście, to właściwie tekst nie do was, nie? Czy może jednak trochę tak? No, dajcie znać.

rad

tagi:
komentarze
Hej,
Dla mnie Facebook powoli się kończy, z tymi wszystkimi jego algorytmami cowiedząlepiejodciebie. Coraz mniej lajkuję i komentuję. I mniej o mnie wie, tym lepiej.
Ale czytam, odsłuchuję, nie zawsze od razu, bom zapracowana. Więc dzięki za dostarczanie nowych dźwięków.
Nie martwcie się małym odzewem, to raczej norma w internecie. Większość ludzi zagląda, nie zostawiając śladu.
Pozdrowienia!
Kamila
30-10-2013 22:19:07
norma. (denerwujące na przykład kiedy o czymś napiszesz, a potem ktoś znany kilka lat później pisze to samo i wydaje książkę i jest taki mądry. mam tak od 2003 roku z pewnym tematem.)
ale storna ładna, przesłucham wszystkiego na dniach. święta.
adelka cośtam
30-10-2013 23:28:21
takie czasy, że dotarcie z atrakcyjną informacją jest równie trudne, jak zrozumienie tej informacji przez nie do końca rozgarniętego użytkownika.

Robicie dobrą robotę, RÓBCIE DALEJ. A że jakaś strona na FB zdobywa lajki z sekundy na sekundę to rzeczywiście smutek, ale identycznie jest jednak z zespołami. Co chwilę jakiś naprawdę randomowy, przypadkowy, niezbyt ambitny zespół ląduje gdzieś w Internetach. A ludzie, którzy wypuszczają naprawdę mega dźwięki spotykają się z brakiem odzewu.

Róbcie dalej to co robicie, determinacja chyba jest najważniejsza, dobrze się Was czyta. I najważniejsze, że w przeciwieństwie do MusicIs, czy Brand New Anthem - można u Was znaleźć coś świeżego i nowego.
swiernal
31-10-2013 00:09:36
O! Przypomnieliśmy sobie, że istnieje w ogóle opcja komentowania u nas na stronie! Ale oldskul:). Dzięki za odzew ![rad]
tegoslucham.pl
31-10-2013 07:30:42
tak to jest niestety, że 90% ludzi w internecie tylko konsumuje, 9% reaguje, a tylko 1% produkuje. także jest tak: macie 1700 fanów, posty docierają do 170 z nich, więc można liczyć na max 17 reakcji. O dziwo nawet ten, ukryty post, ma 33 lajki, więc może nie jest aż tak źle? :)
plater
04-11-2013 10:42:01
Skąd ja to wszystko znam... Miło, że ktoś o tym pisze bez ogródek :)

Czasem, zwłaszcza jak nie dostrzega się komentarzy pod wpisem (dawniej, gdy Facebook mniej był rozpasany, ludziom częściej chciało się zostawić komentarz na blogu) można odnieść wrażenie, że bloga prowadzi się trochę dla siebie, a liczy się co najwyżej profil na Facebooku, gdzie najlepiej nie pisać więcej niż 2 zdań. Na szczęście po jakimś czasie zbiera się pewne grono odbiorców (czytelników), co do których masz pewność, że z pewną regularnością (różną) interesują się tym, co piszesz na blogu, a nie tylko na Facebooku.

Pozdrawiam.
muzykobloger
04-11-2013 12:14:52