sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

52UM – „Introversja”

1 18-11-2013 11:52

Trzy lata trzeba było czekać na nowe wydawnictwo projektu 52um, który powrócił w październiku z płytą „Introversja”. Powrócił też zarazem do korzeni.

Korzeniami nazwać tu można prapoczątek 52um, czyli współpracę duetu Robert Brylewski i Konrad Januszek. To oni są autorami muzyki i tekstów (z małymi wyjątkami). I każdy, kto zna twórczość obu panów wie już doskonale na co należy się szykować.

Zawsze twierdziłem, że Brylu podskórnie czuje muzyczny trans, który potrafi zawładnąć człowiekiem, z kolei Januszek jest mistrzem nienudnej nostalgii, smutnych ale magnetycznych piosenek. Takie oto połączenie jest trzonem twórczości 52um.

Akustyczne brzmienia gitar przenikają się na „Introversji” z elektronicznymi wtrąceniami, również o silnie transowym charakterze - choćby w „Viva El Mundo”, wzbogaconym o rozbrajający śpiew dzieciaków. Za takimi odjechanymi elektroodgłosami stoją Wojciech Konikiewicz i Paweł Stawarz. Choć i Brylu w dwóch przerywnikach – „Fanfares” i „Warszawa 2013” nawiązał do swoich wydawnictw z serii „Warsaw Beat”. Podobnie też jak w Izraelu, przygotował wersję dub jednego z utworów.

To są piosenki o miłości – mówi o płycie Sławek Gołaszewski, który pojawia się na krążku grając na flecie i harmonijce. Znajdziemy też na nim utwór jego autorstwa, utrzymany w nastroju medytacji, dobrze znanym z Asunty. Poszedłbym dalej – to są piosenki o miłości i o głębokim przeżywaniu rzeczywistości.


Nie ma już okołopunkowych kawałków jak niegdyś. Jest za to dużo dobrych, niewesołych piosenek. Niebagatelną porcję uroku dorzuca do nich swoim zwiewnym głosem Sala Brylewska. Singlowy „Skarb” to chyba najładniejsza rzecz na płycie. Najbardziej przypadły mi do gustu piosenki napisane przez Januszka – przejmująca „Nie chcę umierać” z tekstem A.Osieckiej, nostalgiczne „Harmonie” podkreślone brzmieniem melodyki, niby-banalna ale jakże liryczna „W kawalerce”, czy wreszcie bardziej rozbudowana aranżacyjnie – i piękna – „Co to jest”. Transowej „Ghost of Rock & Roll” również nie da się nie lubić.

52um wciąż z przyjemnością tkwi w mroku i smutku. Ale nie jest to smutek porażki, braku nadziei czy zniechęcenia. To raczej naturalny smutek ludzkiej natury, który nieraz bywa ojcem wyjątkowej muzyki. Tak też jest i w tym przypadku. Nie zawiedziecie się więc na nowej płycie 52um, który szumi po staremu. Szum ten może i niewesoły, ale wparowuje do ucha niczym dym i pozostaje w głowie na długo.

52UM w sieci


rad


tagi: 52um (1)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze
Beznadziejnie nudna płyta, która ciągnie się jak flaki z olejem. W warstwie brzmieniowej typowa brylewszczyzna, która jednak nie jest w stanie przykryć pustki kompozycyjnej i braku świeżych pomysłów. Płyta wymęczona i męcząca. Gdzieś tam buddyjski przekaz, który zupełnie do mnie nie przemawia i wolę już posłuchać apokaliptycznego Budzego, który ma przynajmniej coś do powiedzenia. Nie rozumiem tej płyty, nie rozumiem po co ją nagrano i co oprócz konsumpcji kilku efektów dźwiękowych ma ona do zaoferowania.
Krwiożerczy Ponurak
11-01-2014 08:18:20