sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Pictorial Candi – „DRINK”

0 20-11-2013 18:08

Niepokorna dusza Argentynki mieszkającej w Warszawie znowu daje o sobie znać na nowym albumie wydanym przez LADO ABC.

Pokochałem ją jak tylko ją usłyszałem. Wiecie dlaczego? Bo w ogóle nie stara się być fajna, nie stara się ani o Ciebie, ani o mnie. A to działa jak wiadomo najsilniej. Mowa oczywiście o Candelarii Saenz Valiente, znanej jako wokalistka zwariowanej grupy Paristetris. Jako Pictorial Candi realizuje swoje własne muzyczne pomysły. Co ta dziewczyna musi mieć w głowie! Już drugim albumem daje sygnał, że głęboko gdzieś ma albumy ułożone, dopracowane, hm… chyba nawet przemyślane.

Jej twórczość wydaje się być kierowana impulsem, chwilowym stanem ducha. Taki też jest „DRINK”. Wigor tej dziewczyny góruje ponad stylistykami, które możemy próbować na nim wykryć. Raz śpiewa wdzięcznie jak natchniona, by po chwili razić niedbałością, przetworzonymi głosami… i ujmującym luzem. Jest psychodelicznie romantyczna („Jack Kerouac”), bywa też irytująca, kiedy nadto nakręca się w swoich stanach. I jakież to jest fajne.

Jej alternatywne podejście do muzyki to nie tylko obrzydzenie wymuskanymi produkcjami. To też znienawidzenie oczywistości. Pierwsze wyraża się w typowo lołfajowej produkcji, drugie w kompletnie luźnym stosunku do gatunków, ich kanonów i zasad. Czort wie co to za muzyka. Jakiś elektroniczno-akustyczny freak-rock-folk? Jasne, że łatwiej połykamy te bardziej piosenkowe twory – „Jacka Kerouaca”, „Sweet Legs” czy wreszcie „The Tormented and Depressed Person’s On The Phone Again From Michigan”, gdzie przecież i tak sięga po rwane i połamane formy, kosztem melodii. Może nawet zbyt delikatnie to zostało ujęte, bo zdarza się jej sprawdzać tolerancję słuchacza szalonymi dźwiękami tak radykalnie, że zbliża się do słowa antymuzyka (końcówka w „Sweet Legs”). Ale czyż nie uwodzi głosem w elektronicznym, również co chwilę zmieniającym odcienie „Parallel Universes”? Jak tu nie mieć do niej słabości przy lołfajowym do bólu punko-disco-polowym „Benefit Of The Doubt”? (cover R.Steviego Moore’a, do którego twórczości się Candelaria odwołuje). Kiedy próbuje go dorwać przez 17 minut wśród już zupełnie pokręconej elektroniki w „Snow Valley Night”, ja już odpadam. Ale Wy spróbujcie sił…Także z innym prawie dwudziestominutowym indywiduum jakim jest remiks tejże piosenki (raczej kompozycji by pasowało).

Z pewnością eksperymenty Candelarii nie przypadną do gustu wszystkim, ba, pewnie tylko nieliczna mniejszość będzie w stanie zawiesić na tym ucho. Nie oszukujmy się, to muzyka awangardowa, wyjątkowo niepopularna, nadalternatywna, trudna w odbiorze. I jakże w tym ciekawa i inna od tego, co możemy znaleźć, nawet w tzw. alternatywie właśnie. Candi, I like you soł macz! Tylko co Ty robisz dziewczyno w Polsce w szarym i zimnym listopadzie?



Pictorial Candi w sieci


rad


tagi: alternatywa (298)  elektronika (161)  pictorial_candi (2)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze