sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Variété – „Piosenki Kolonistów”

0 04-12-2013 18:08

Trzydziestolecie działalności bydgoska legenda uświetniła kolejnym albumem. Nie jest to jednak, jak to ma miejsce w wielu podobnych przypadkach, płyta przekrojowa czy archiwalna. To całkiem świeży materiał, nagrany w przeciągu ostatniego półrocza.

Variété zaczynało w pierwszej połowie lat 80. mocno inspirując się nurtem zimnej fali. Grupa szybko jednak znalazła własny język wyrazu, stając się jednym z najbardziej oryginalnych zjawisk naszego podziemia. Swojej artystycznej wizji pozostała wierna do dziś, czego najlepszym świadectwem jest najnowszy, siódmy już album grupy, noszący tytuł „Piosenki Kolonistów”.

Na żadnej z dotychczasowych płyt Variété, elektroniczne brzmienia nie odgrywały tak ważnej roli. Momentami zespół nawiązuje do dokonań grup spod znaku Bristol Sound. Wyraźnie słychać to w osnutej dubową mgłą „Polsce B” czy zamykających całość „Astrach”, gdzie wolny, hipnotyczny rytm prowadzi nas w mroczną przestrzeń. W utworze tytułowym pulsująca elektronika świetnie współbrzmi z brzmieniem klasycznego, rockowego składu. Zresztą takich intrygujących połączeń jest na płycie mnóstwo. „Kim” to zanurzony w nowobrzmieniowym oceanie kawałek o jazzowej proweniencji. Jest tu miejsce zarówno na surowe, gitarowe mięso („Przezroczyste lwy”) jak i na leniwy trip hop („Paść się”). W żadnym jednak wypadku nie ma tu mowy o jakiejś typowości. Variété nie czerpie wprost z różnych stylistyk, wykorzystuje raczej klimat ich brzmień, przepuszczając je przez własną wrażliwość i tworząc zupełnie nową jakość. Zresztą sam tytuł albumu wiele wyjaśnia. Jak mówią sami muzycy: ”płyta wzięła się z chęci przekraczania granic. Zajęcia jakiejś nowej muzycznej przestrzeni.”

Ale mimo całej masy nowinek, grupa nie zapomina o swoich korzeniach. Można je odnaleźć nie tyle w odwołaniach do samej konwencji, co raczej w mrocznej aurze i transowej motoryce niektórych utworów. Tak charakterystyczna dla Variété, precyzyjna gra sekcji rytmicznej, na „Piosenkach kolonistów” również stanowi o sile i wyrazie muzyki. Szczególnie mocne linie basu budują fundament, na którym wspierają się całe kompozycje. Tak jest w doskonałym, pulsującym wielkomiejskim rytmem „Pacyfiku” czy w „Tarczy”, gdzie w postpunkową estetykę wdziera się acidjazzowa trąbka i skrecze.

Na osobną uwagę zasługuje poezja Grzegorza Kaźmierczaka, w dalszym ciągu oszczędna, sugestywna, tajemnicza. Niewiele tu odniesień do lokalnej rzeczywistości, więcej metafizycznych zapisków z podróży. Miniatury te przypominają pocztówki z egzotycznych stron świata. Teksty lidera grupy doskonale sprawdzają się jako mini tomik poezji, ale chyba bardziej zyskują w otoczeniu dźwięków. „Piosenki kolonistów” to doskonała płyta na podróż. Niekoniecznie daleką.

Variété w sieci

Senior Cartero


tagi: polskie (886)  recenzje (806)  rock (483)  variete (1) 
komentarze