sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Brda – „mean dry”

0 25-12-2013 14:52

Bydgoska Brda, czyli 2/3 grupy Variete powraca z drugą płytą w swojej dyskografii. I już drugą w tym roku!

Pamiętam jak natknąłem się na Brdę buszując po bandcampach. Trafiłem na ich pierwszą płytę i od razu czuć było coś niezwykłego (pisane było tutaj). Dopiero później wujek google doniósł, że Brda to wcale nie taki anonimowy projekt, lecz odnoga od legendarnego przecież zespołu Variete. Brdę tworzą Marcin Karnowski na perkusji i Marek Maciejewski (struny) – to są właśnie 2/3 Variete. Dołączyła do nich Joanna Frejus na wokalu i tak powstał trzon grupy.

Lecz na drugim albumie otworzyli projekt, zapraszając do współpracy muzyków z regionu. Wpłynęło to znacznie na brzmienie, zwłaszcza fakt, że w przeciwieństwie do pierwszego albumu, gdzie śpiewał Marek Maciejewski, tutaj mikrofon oddano w większości kobietom: Małgorzacie Dziemitko-Gwiazdowskiej, Joannie Frejus, Magdalenie Powalisz i Adeli Konop. Przyznam, że o ile bardziej gustuję w damskich głosach, o tyle tutaj ta zmiana mi się nie podoba – w miejsce prostego męskiego głosu, który świetnie korespondował z muzyką, weszły wokalne popisy, dążące bardziej do jazzowych klimatów. Kiedy w hipnotycznym „Czarnym świetle” śpiewa kolejny gość Mikołaj Zieliński, powraca odpowiednia smuga cienia. Podobnie rzecz się ma z połamanym rytmicznie i mówionym „Stanie się” (głos: Marek Maciejewski).

Wśród gości jest także Wojciech Jachna, który zagrał na trąbce w „Ulewie”, wyraźnie uszlachetniając ten utwór i dodając mu jazzowego sznytu (który przewija się częściej na całej płycie, np. też „Kończymy się kochać”). Szkoda, że trąbki słyszymy tak mało.

Drugi album w sporej mierze jest kontynuacją pierwszego, jeśli chodzi o stylistykę i nastrój. Brda pozostaje w klimacie niespokojnego, akustycznego grania w ciemnych barwach, opartego przede wszystkim na pracy sekcji rytmicznej. Gitara częściej występuje jako przyprawa, zrezygnowano też z klawiszy. Możemy za to cieszyć ucho czujną perkusją, która niekiedy delikatnie usuwa się w cień lub przejmuje rolę główną. Bas chodzi zmysłowo, czasami wchodząc ciężkim krokiem (okolice 2 minuty „Sierpienia”!). Ale nie jest tak soczyście jak na debiucie, bas częściej jest przesterowany, a całość brzmienia schowana jest z tyłu w stosunku do wokalu. By zachować proporcje - debiut to realizatorski majstersztyk, tu jest bardzo dobrze…. I inaczej.

Teksty to w większości to świetne liryki etatowego tekściarza Brdy Marcina Karnowskiego, choć i w tej materii podzielił się pracą, bo w trzech numerach tekst napisali goście, którzy dostosowali się do wysokiego poziomu poetyki Karnowskiego.

Z zestawu 9 utworów wyróżniłbym „Sierpienie (upadek narcyza”), „Vel”, „Ulewę” i „Czarne Światło”.

Nowy album Brdy pokazuje, że tak skromnym dorobkiem jak dwie płyty Brda wyraźnie zarysowała swój unikalny styl. Nie jest to tak wybitny materiał jak debiut, ale nadal pozostaje diamentem w kategorii właściwie zupełnie nierozpoznawalnych polskich zespołów.

Całość do odsłuchu i pobrania za darmo:


Brda w sieci

rad


tagi: brda (6)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (484) 
komentarze