sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Hanimal - „Poetry About The Point”

0 22-01-2014 19:18

Dzięki debiutanckiej płycie Hanimala wiemy już, że nadchodzący rok zapowiada się niezwykle ciekawie.

Hanimal pokazał się szerzej jeszcze przed debiutem fonograficznym. Zagrali sporo koncertów, w tym kilka w istotnych miejscach: na Męskim Graniu, Offie czy na festiwalu Włóczykij. Koncertami narobili też sporo smaku na swój krążek. 22 stycznia „Poetry About The Point” ukazał się nakładem Verge Sound, wydawnictwa założonego przez sam zespół.

Na płycie znajdziemy 11 bardzo ładnych piosenek, stylistycznie umiejscowionych gdzieś pomiędzy cichym, kameralnym folkiem a równie subtelnym rockiem. Rozbudowane aranżacyjnie utwory głaszczą ucho mięciutkim basem i ciepłymi dźwiękami cajonu, bębnów obręczowych czy grzechotek. Gitara elektryczna rzadko pokazuje rockowy pazur, częściej pojawia się w delikatnych zagraniach. Do tego melancholijne skrzypki, klika błyśnięć saksofonu i mamy niemal pełnię obrazu hanimalowej muzyki. Niemal, bo przecież jakże ważnym – jeśli nie najważniejszym – jest anielski głos Hanny Malarowskiej, która wyśpiewuje i wyszszszeptuje angielskie teksty. Szszszept tyczy się charakterystycznej (i uroczej) maniery wokalistki, która podkreśla wszędzie „sz” (apogeum w "The sky rushes").

Olbrzymią zaletą tego albumu jest jego niespieszne tempo – Hanimal lubi dać utworom czas, aby rozwijały się i dojrzewały powoli – większość trwa solidnie ponad 5 minut. Nawet singlowy „Bajkit” wlecze się przyjemnie prawie 3 min. zanim rozwinie skrzydła. Przy tym braku pośpiechu, wyróżniają się też niezwykłym szacunkiem dla ciszy, w czym przypominają Babadag.


Zła wiadomość jest taka, że najlepszym momentem płyty jest cudowny „Bajkit”, który już znamy. Dobra jest taka, że reszta ustępuje mu co najwyżej odrobinę. I nie ważne czy jest to ta bardziej psychodeliczna twarz Hanimala („Stories of chivalry & passion”) czy też ta liryczna i melancholijna, która zdecydowanie dominuje na płycie i mieni się wieloma barwami, od balladowych smutasów „As I walked”, „High up tere” (z ukulele!) czy „Close the valves”, po utrzymane w podobnym klimacie - spokojne lecz niepozbawione dynamicznych momentów „Certain amount of power” „The Sky Rushes” „Three mirrors”, „Violet inviolate”.

Pięknie im ten debiut wyszedł, pełen poruszającej melancholii, magii i wdzięku. Rzadko można usłyszeć zespół, który tak spokojnym graniem potrafi wciągnąć słuchacza do swojego świata. Przy całej zwiewności tego albumu - wydaje się on idealny do zestawu: kominek, bujany fotel, gorąca czekolada. Ale my już 1 marca przekonamy się jak sprawa wygląda na żywo, bo Hanimal zagra w 4. odsłonie naszego cyklu koncertowego (szczegóły tutaj).



Hanimal w sieci

rad


tagi: alternatywa (298)  folk (192)  hanimal (4)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze