sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Innercity Ensemble - „II”

0 20-03-2014 12:36

Międzymiastowy septet improwizatorów powraca. Tym razem z dwupłytowym albumem.

Alameda 3, Hati, Sing Sing Penelope, Something Like Elvis, Dwutysięczny, Contemporary Noise Sextet, Ed Wood. Nazwy robią wrażenie, a to jedynie część grup, z których wywodzi się siedmioro muzyków tworzących Innercity Ensemble. Różne środowiska, różne muzyczne światy, różne doświadczenia z nich wyniesione, spięte jednak jedną, wspólną ideą.

Podobnie jak w przypadku debiutanckiego albumu „Katahdin” (i poprzedzającej go epki) materiał został zarejestrowany w ciągu paru dni, podczas improwizowanych sesji. Całość podzielono na płyty „Black” i „White”. Obie części nie różnią się od siebie jednak tak skrajnie, jak sugerowałyby to tytuły.


Pierwsza z nich jest, przekornie, jaśniejsza. Otwiera ją przedzierająca się przez gęstniejące z każdą chwilą psychoaktywne tło, trąbka Wojtka Jachny. Muzyk ten, zaznaczający swą obecność niemal w każdym utworze, jest centralną postacią płyty. Jego brzmienie, czasem bardzo tradycyjne, czasem eksperymentalne, wibruje wśród etnicznego pulsu, gitarowych majaków i elektronicznych plam. A wszystko to spaja rytm, który pełni tu rolę wehikułu, przenoszącego nas do różnych, czasem bardzo egzotycznych krain.

„Biała” część płyty przynosi dłuższe formy, więcej mroku i bardziej intensywne granie. Rozpoczynający ją utwór, to znów intrygująca partia trębacza, a całość brzmi jakby Tomasz Stańko spotkał się na wspólnym jamie z Karpatami Magicznymi. Perkusja czasami zapomina o swojej roli instrumentu rytmicznego; kiedy indziej niesie na swoich potężnych barkach dziedzictwo gitarowych eksperymentatorów, spod znaku Glenna Branki i Sonic Youth. Końcówka tej części to powrót do etnicznego transu spowitego krautrockowym dymem, a całość zamyka długi, kojący, medytacyjny lot.


Wspomnianą na początku ideą patronującą działaniom Innercity Ensemble, jest totalna wolność, przejawiająca się w swobodnym improwizowaniu i przekraczaniu wszelkich barier międzygatunkowych. Jeden dźwiękowy pejzaż przechodzi w inny bardzo płynnie, naturalnie, niemal niezauważalnie. Jest w tej muzyce coś z pierwotnego rytuału, jakiś mistyczny pierwiastek pozwalający oderwać się od ziemi. Drugi album Międzymiastowego Kolektywu to płyta, która z każdym kolejnym słuchaniem odkrywa przed nami coś nowego.

Innercity Ensemble w sieci

Senior Cartero


tagi: alternatywa (298)  innercity_ensemble (2)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (484) 
komentarze