sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie
Lux Occulta Lux Occulta
Jak na razie to nasz jedyny materiał o Lux Occulta
W siecifacebook

Lux Occulta - „Kołysanki”

0 06-05-2014 17:54

Powrót legendy po kilkunastu latach milczenia. Pod starym szyldem, za to z nową muzyką.

Lux Occulta to kawał historii naszego metalu. Zaczynali przed dwudziestoma laty, od blackowego omłotu na skandynawską modłę.

Z czasem grupa zaczęła flirtować z różnymi, niekiedy dość odległymi od metalowego bieguna stylistykami. Najpełniejszym wyrazem tych eksperymentów był czwarty album formacji „The Mother And The Enemy”, na którym Lux Occulta połączyła ciężkie gitarowe łojenie z nowobrzmieniową estetyką. Krótko po wydaniu tej świetnie przyjętej zresztą płyty, zespół zawiesił działalność. Właśnie wraca, po trzynastu latach przerwy, z nowym wydawnictwem i w nowym makijażu.

Niewiele na „Kołysankach” muzyki, z którą wcześniej można było kojarzyć grupę. Pozostał jednak klimat: mroczny, tajemniczy, niepokojący. Poszczególne utwory przypominają kolejne odcinki słuchowiska radiowego. Nie tylko ze względu na recytowane teksty Jarka Szubrychta. Muzyka często pełni tu rolę służebną wobec słów; nasyca je własną barwą, potęguje nastrój. Stanowi dekorację dla opowieści rozgrywających się gdzieś na swojskiej prowincji, poza światłami wielkich miast.

Lux Occulta nie odcięła się jednak całkowicie od swoich korzeni. Ostre gitary (przesączone co prawda przez elektroniczne filtry) można usłyszeć choćby w świetnym „Serca mają tu tylko dzwony”, przeradzającym się w swojej drugiej części w... syntetyczny pop (ale spokojnie – nie ten z list przebojów). Zresztą podobnie karkołomnych połączeń jest na płycie całe mnóstwo. Tyle tylko, że chwilami nie wychodzi to muzyce na zdrowie. Szczególnie początek płyty przypomina układankę skleconą trochę na siłę. Nie chodzi o to, że poszczególne elementy tej konstrukcji do siebie nie pasują. Największe zastrzeżenia mam do sposobu łączenia tych dźwiękowych obrazków. Może nie drażni to ucha dramatycznie, ale skutecznie wytrąca z rytmu. Na szczęście, w dalszej części, płyta odnajduje swój własny, naturalny bieg.

„Kołysanki” cechują się olbrzymim rozrzutem stylistycznym. Dominuje elektronika, raz leniwa, trip hopowa, częściej jednak zimna i drapieżna. W niemal każdy z ośmiu utworów wplecione zostały łemkowskie zaśpiewy, wnosząc do muzyki grupy nieco ludowej magii. Obok tego słychać tu dark ambient, industrialne bity, jazzową trąbkę i post punkowe gitary, a akordeon przywołuje miejscami echa ostatniego koncertu Nico. W ten mroczny pejzaż grupa wpuszcza jednak czasami trochę światła. Raz za sprawą ciepłych dźwięków gitary akustycznej („Karawanem fiat”), kiedy indziej przestrzeń rozjaśniają głosy Julie i Catherine, Francuzek śpiewających gościnnie w swoim ojczystym języku.

Z tego co wiadomo, Lux Occulta nie planuje koncertów w związku z „Kołysankami”. Szkoda, bo tak plastyczna muzyka zasługuje na prezentację w odpowiedniej oprawie scenicznej. Pozostaje więc obcowanie z tą niezwykłą płytą w zaciszu domowego ogniska. Do snu raczej nie utuli, ale gwarantuje mnóstwo wrażeń na jawie.



Lux Occulta w sieci

Senior Cartero


tagi: elektronika (161)  lux_occulta (1)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze