sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

The Kurws - „Wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu”

0 08-06-2014 17:39

Wrocławski kolektyw uderza po raz drugi. Jest jeszcze mocniej i bardziej bezkompromisowo niż na debiucie.

Jeden z moich lepszych znajomków, zdradził się ostatnio, że gdyby miał wybierać dyscyplinę sportu, w której chciałby osiągnąć mistrzostwo, postawiłby na hokej. I bez pytania uzasadnił: „Tam jest wszystko o co chodzi. Idealne połączenie siły, techniki i szybkości”. Muzyka to oczywiście, jak już nie raz podkreślano, nie sport, ale powyższa triada przypomniała mi się, gdy słuchałem najnowszej płyty The Kurws.

Zaczyna się od paranoicznego saksofonu, do którego chwilę później dobija tradycyjny, rockowy zestaw. Od początku zwraca uwagę brzmienie gitary Huberta Kostkiewicza. Surowe, metaliczne, suche, szatkowane co rusz arytmiczną pracą sekcji. Wrocławska grupa korzysta nie tylko z doświadczeń noise rocka, ale i z dziedzictwa free jazzowych freaków z Art Ensemble of Chicago na czele („Nie było koła w państwie Inków”). Obecne są w tych dźwiękach również echa nowojorskiego podziemia przełomu lat 70. i 80. Ale mimo tych zapożyczeń, wyraźnie słychać w twórczości The Kurws własny, indywidualny rys, co powoduje, że muzyka grupy wcale nie jest tak jednoznaczna. Wielowątkowe, instrumentalne kompozycje kipią wręcz drapieżną energią, bezkompromisowymi rozwiązaniami i miejską neurozą. Porywa „Leo Taxil”, niesiony równym rytmem, wpadający w połowie gdzieś w czarną dziurę, wydostający się z niej i dalej gnający przed siebie. Albo „Strefa Euro”; właściwie punk, masywne bębny i nerwy na wierzchu, a na deser garść kwaśnych psychodelików. W „Kolosie na glinianych nogach” muzycy dryfują w rejony współczesnej kameralistyki, ale zaraz potem kontynuują swoją ostrą, pokręconą jazdę, kończąc całość dadaistyczną zabawą z brzmieniem. W tym miejscu trzeba podkreślić, że tylko na dobre wyszło Kurwsom poszerzenie instrumentarium. Klawisze Piotra Zabrodzkiego idealnie wpasowały się w sound grupy.


„Wszystko co stałe...” to materiał ciekawszy, bardziej przemyślany i lepiej zrealizowany względem pierwszej płyty. Słychać tu moc kolektywnego grania, zwłaszcza wtedy, gdy muzycy łamią kompozycyjne szkielety i i uderzają w improwizację. Jest więc i siła, i technika, i szybkość, rozumiana jako dynamiczność zmian, a spontan i radość tworzenia idą tu pod rękę z brawurą i rebelianckim duchem. Ta muzyka nie robi nic, żeby nas do siebie przekonać. Ale warto próbować się przez nią przebić. Choćby dlatego, żeby poczuć świeżą, żywiołową energię jaka bije z tych dźwięków. Dodatkowe punkty dopisuję Kurwsom za teledysk do „Tasiemca niejadka”. Dawno już nie widziałem tak zdrowo pojechanego klipu.



The Kurws w sieci

Senior Cartero


tagi: jazz (92)  polskie (886)  punk (166)  recenzje (806)  rock (483)  the_kurws (3) 
komentarze