sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Kubaterra – Kubaterra

0 19-07-2014 13:31

Muzyczny zapis podróży po Antypodach.

Pamiętacie zespół Camero Cat? Swego czasu było o nich głośno, wydali bardzo fajną płytę, nawet wzięli udział w którymś z tych szmirowatych muzycznych tok-szołów i zdobyli dzięki telewizji niemały rozgłos. A potem się rozpadli, pożegnali i jak kamień w wodę, cisza.

Do czasu. Oto jeden z „kotów”, Kuba Dobrowolski pod pseudonimem Kubaterra wypuścił do sieci swoje solowe nagrania. Muzyka na płytę powstała podczas półrocznej podróży Kuby po Australii. Nie da się ukryć, że ta informacja, a także i okładka, znacznie determinują spojrzenie na tę muzykę. Nawet jeśli Kuba podróżował ultranowoczesnym autokarem z klimatyzacją, zajadając po drodze chipsy i czytając gazetę, to słuchając jej, wyobrażamy sobie pieszą wędrówkę naszego bohatera z kijem włóczykija, po odludnych i nieprzyjaznych rejonach Australii.

Dlatego też materiał ten ma w sobie coś z wrażliwości soundtracku „Into The Wild”, w szczególności oszczędną gitarę, brzmiącą podobnie do uku z tego materiału („If I Will”). Udało się zachować podobnie szczerą prostotę. Posłuchajcie jak ogniskowo i prawdziwie brzmi „Endless Try”. Kuba jednak myśli i czuje na swój unikalny sposób. Lubi skręcać ze swoimi piosenkami w balladkowe zawodzenie, a że nad całością unosi się duch folku, to gdzieś tam w głowie mogą pojawić się skojarzenia z beirutową stylistyką. I taki właśnie jest ten materiał – rozpięty między folkową delikatnością, snującą się leniwymi klawiszami („We Are Everything”), a alternatywnym rockiem o wyraźnych tendencjach radiohead’owych („Don’t Keep Me Low”, “Can You Hear It”).

Na pewno minusem tego materiału jest fakt, że zdarzają się dłużyzny. Ale wystarczy, że spojrzymy na debiut Kubaterry jak na muzykę tła, swego rodzaju soundtrack, by ten zarzut stracił moc. A właśnie tak należy go traktować, o czym dobrze świadczą dwa dobre instrumentale: rockowy „Streams” i gitarowo-ambientowy „Quay” – to są dźwięki czekające na zmieniające się pejzaże.

Jeśli więc ruszacie gdzieś w świat, to z tymi dźwiękami wasze przygody mocniej zapadną w pamięć, krajobrazy będą bardziej dostojne, a spotkanych żulików nazwiecie tubylcami.

Dobrze, że po Camero Cat nie pozostało tylko wspomnienie. Płytę można pobrać za tyle ile chcecie, również za friko.



Kubaterra w sieci


rad


tagi: alternatywa (298)  folk (192)  kubaterra (1)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (483) 
komentarze