sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Borderline Collie – „II”

0 11-12-2014 10:56

Tytuł jest najlepszym zwiastunem dzisiejszego materiału. Słowo klucz: oszczędność.

W ten niezbyt skomplikowany sposób wrocławska formacja nazwała swój drugi album. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że będzie kontynuacja. Zespół właściwie nie daje o sobie znać, widomości od nich pojawiają się raz na ruski rok, nadal nie ujawniają ani personaliów, ani wizerunków. Można odnieść wrażenie, że projekt umarł lub został zawieszony. Wszelka oszczędność: informacyjna i dźwiękowa.

O „jedynce” pisaliśmy, że twórczość BC można próbować nazwać akustycznym bluesem, trochę idąc na łatwiznę i korzystając z tagów wybranych przez sam zespół. Bo ich muzyka jest wyjątkowo trudna do nazwania, a „II” sprawę czyni jeszcze trudniejszą. Nie zmieniło się instrumentarium – duet nadal operuje jedynie gitarą i perkusją, wspomagając się nielicznymi odgłosami innego pochodzenia. Ale w nowym materiale ciężar przesunął się z „leśnego”, akustycznego brzmienia w stronę mrocznej psychodelii. Usłyszymy nawet gitarę elektryczną („The flying hat”).

Posłuchajcie „Hooker from Odessa”, który przytłacza miarowym rytmem i przeciągłymi wibracjami strun oraz frapuje trudnym do zidentyfikowania piskiem. A trwa blisko 8 minut. I to kolejna rzecz, która odróżnia ten album od debiutu, na którym żadna kompozycja nie przekraczała 3 minut. Tutaj tylko jedna trwa krócej. Jest więc czas, aby zatopić się w ciemnym klimacie tego materiału, a zespół może pozwolić sobie na spokojne rozwijanie tematów i repetycje. Ale z drugiej strony, zbyt mało dzieje się ich muzyce, by utrzymać uwagę słuchacza. Krótsze numery to jednak w ich przypadku lepsze rozwiązanie.

Wspomniane odejście od bluesa nie jest całkowite. Wciąż motywy amerykańskiego południa przewijają się w muzyce duetu i to na nich opierają się takie kawałki jak „The Ackerman Steppe”, „Steam Ritual”, „Undercut” czy „Crossing Neman”. Borderline Collie brzmią jednak teraz ciężej. „Enslavement” czy „Optimist” to wręcz medytacyjny, akustyczny doom.

Ktoś powie, że te utwory to właściwie szkice, że można by tam powsadzać jeszcze kilka ścieżek, tu dołożyć, tam rozwinąć, w innym miejscu ozdobić. Że ich dynamika jest żadna. Ale do mnie trafia ta muzyka i odbieram ją jako dzieło skończone, pełne. „II” znowu może być świetnym soundtrackiem do nieistniejącego filmu. Tym razem będzie to najpewniej dręczący psychikę thriller.

Borderline Collie w sieci



rad


tagi: alternatywa (298)  borderline_collie (2)  folk (192)  polskie (886)  recenzje (806) 
komentarze