sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

escapism – „s/t”

0 26-12-2014 21:53

Robi nam się tutaj mała Ameryka.

Tylko nie wiem, czy bardziej po linii Virginii, Nowego Jorku, czy może Massachusetts. Jak to dobrze, że można grać screamo w ten sposób, w jaki grywano je 15 lat temu. To żadna ujma dla tych, których jarają post-rockowe wstawki – po prostu, oprócz Marjory Stewart-Baxter brakowało w Polsce porządnej emo-przemocy.

Escapism z Krakowa wypuściło swoje pierwsze pełnowymiarowe wydawnictwo – self-titled złożony z ośmiu utworów. Naprawdę niezłe granie po linii definitywnie bardziej hałaśliwych odłamów screamo. To bardziej Orchid czy Jeromes Dream, niż The Saddest Landscape.

Ciężko napisać cokolwiek o otwarciu tej płyty – każdy utwór mógłby być całkiem niezłym otwieraczem. Powielają oni screamowy schemat intra trwającego tyle, co utwór właściwy. Z tego też powodu trudno wybrać ten najlepszy na płycie – chociaż odnoszę wrażenie, że ich „Venus and Bacchus” będzie „Ennui” – utwór zabijający klimatem.

Bo właśnie, klimat tego debiutu... Lead o Ameryce jest tu kompletnie bez przymrużenia oka. Renesans emo-violence. Gatunek ten swoje wyżyny i świeżość dawno już ma za sobą – jakże miło jednak obok mistrzów gatunku na playliście mieć zupełnie nieodstające „Ecce Homo” czy „Nurturing Old Grudges”. I w całej tej amerykańskości brakuje trochę „folkloru” - może jednak przechadzając się po ulicach Krakowa debiut escapism jest idealnym soundtrackiem? To rzecz do wypróbowania.

Napawa wręcz niezmierną radością i brzmienie tej płyty. Nowoczesność w kreacji soundu często zabija magię emo, power-violence czy oldschoolowego hc – całe szczęście ekipa z Krakowa postawiła na typowe, screamowe brzmienie - gitary z podciętymi basami, wyeksponowany werbel i blachy...

Wydaje się jednak, że escapism na tej płycie nie ma jeszcze do końca wypracowanego brzmienia – to raczej konglomerat wszelkich inspiracji. Gdyby trochę tej melodyjności jeszcze usunąć, to powstałby materiał kompletny, dla polskiej emocjonalnej muzy przełomowy. Chociaż może właśnie tak jest ciekawiej? Gdy „jak na szpilkach” będziemy oczekiwać na to, co przyniesie kolejny materiał?



Igor Prusakowski


tagi: escapism (1)  polskie (886)  punk (168)  recenzje (806) 
komentarze