sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Melisa – „Dla Melizy”

0 06-10-2015 12:42

Melisa właśnie wypuściła swoje debiutanckie LP „Dla Melizy". Jaką grają muzykę? Można wrzucić ich do wielu szufladek. Najbardziej trafna jest jednak ich facebookowa nazwa: „melisawpierdol".

Melisa to warszawsko-poznańskie trio złożone z członków takich kapel jak m.in. Brooks Was Here, Żywiołak czy The Spouds. Nie są to więc żadni nowicjusze, a doświadczeni muzycy. To słychać. Słychać na całym debiucie, że to osoby bardzo ograne i osłuchane, potrafiące swoje pomysły przekuć na dźwięki. Recenzowałem ostatnio nowy album Torn Shore. Znowu mam do czynienia z podobną muzyką na polskiej scenie - i jest to zdecydowanie pozytywna tendencja. Tutaj jednak mamy do czynienia z pewną tradycyjnością w eksperymentowaniu. Więcej tutaj, dajmy na to, Big Black, niż Mojej Adrenaliny. Chociaż wokalnie skojarzenia z drugą kapelą są jak najbardziej na miejscu (nie tekstowo! całe szczęście brakuje tutaj „zabawy słowem").

Czym jest jednak ten melisowy wpierdol? To jeden z najlepszych rodzajów noise rocka. Ten nieco emocjonalny. Może nie aż tak, jak np. u Złotej Jesieni - tutaj jest bardziej w kierunku wykrzyczenia się. Takie utwory jak "sutra o całkowitym zgaśnięciu" na myśl przynosi mi najważniejsze emoviolence'owe kapele, jak choćby Orchid - świetne dysonanse! To samo z refrenem jednego z najbardziej przebojowych na krążku "nie mam gdzie spać". Choć te określenie to wręcz potwarz przy uprawianiu takiego rodzaju muzyki, ale po przesłuchaniu fragmentu „koledzy, koleżanki, nie jesteśmy fajni", jak fraza z refrenu, długo chodziły mi po głowie.

Gdybym śpiewał w tym zespole na pewno bardziej darłbym mordę. Tutaj sporo krzyków można uświadczyć głównie w tytułowym „Dla Melizy" i otwierającym "podróż za jeden uśmiech" z definitywnie najlepszym tekstem na płycie. To trochę za mało - ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy, używając tych charakterystycznych gitarowych patentów, musi odbijać w screamo. Wracając jednak do warstwy lirycznej - jak świetnie usłyszeć polskie teksty w żaden sposób nie trącające pretensjonalnością! Melisa nie jest sztuczna, jest autentyczna i pod płaszczykiem inteligentnych tekstów chowa swą brutalność, która jednak przebija się raz za razem na powierzchnię. Wspomniany już otwieracz czy "trotyl" powinny być pokazywane młodym adeptom indie rocka, którzy zamiast przekazywania sensownych rzeczy, zwyczajnie pierdolą głupoty. Może to ich czegoś nauczy.

Skojarzenie z Big Black jest bardzo trafne zresztą również ze względu na długość trwania utworów. W momencie, kiedy dany motyw zaczyna być męczący - po prostu się urywa - choćby końcówka "trotylu" czy noise'owy przerywnik "prochy". Dzięki temu idealnemu wyczuciu Melisa nie zanudzi słuchacza.

W tej recenzji kilka razy pojawiło się "screamo" czy "emoviolence". Duża w tym zasługa oldschoolowej produkcji. "Dla Melizy" zostało nagrane w gdyńskim Sound 8 i mimo tej całej oldskulowości w brzmieniu wszystko jest bardzo selektywne, zrozumiałe i czytelne. Nawet w tych momentach, kiedy wszystko ma się zlewać. Michał Miegoń odwalił kawał dobrej roboty.

Z niecierpliwością czekam na chwilę, w której stołeczną Melisę będę mógł zobaczyć na żywo. Podejrzewam, że ze względu na obycie sceniczne muzyków nie zawiodę się w żaden sposób. Sceptyczne podejście do szufladki "experimental/math/noise" tym razem było całkowicie niepotrzebne - Melisa nie jest w żaden sposób pretensjonalna ani przekombinowana. "Dla Melizy" to świetna płyta zamykająca trzeci kwartał tego roku. Kto wie, może będzie stać wysoko w rankingach podsumowujących 2015?



Igor Prusakowski


tagi: polskie (886)  punk (167)  rock (484) 
komentarze