sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Tropy – „Eight Pieces”

0 24-03-2016 12:50

W Bydgoszczy to wiedzą o co chodzi.

Choć scena wąska tam jak diabli, to jednak ferment twórczy nie przestaje buzować. Nawet jeśli stoją za tym głównie muzycy, których – ujmijmy sprawę delikatnie – do młodzieży już nie zaliczymy. „Eight Pieces” to kolejny owoc tego stanu rzeczy. Bo przecież dwójka tworząca Tropy: Artur Maćkowiak i Bartek Kapsa, to też goście, którzy zaczynali w latach ’90 (m.in. w Something Like Elvis).

Na początku lutego do sieci trafiło nagranie live z bydgoskiego MCK-u. Dwóch panów gra toksyczne dźwięki do filmu. Od razu pełen magnetyzm – wartkie bębny i nośny riff prowadzą nas przez niemal 10 minut. Po drodze wydarzają się same dobre rzeczy – psychodeliczne elektroniczne wtrącenia, kolejne warstwy ciekawie przetworzonej gitary. I tak pomału narasta to ciśnienie, aż do zawrotu głowy. Tak nęcący singiel wywołał należyte zainteresowanie całym materiałem.

Jeśli u was też, to się nie zawiedziecie. Długo rozwijane kompozycje pęcznieją tu od ciekawych pomysłów. Bo sama idea Tropów sięga znacznie dalej niż duo perkusja-gitara. Tropy osadzają ten zestaw w psychodeliczne syntezatory, mieszają z elektroniką, przeszkadzajkami i dętymi (tu gościnnie Wojciech Jachna i Tomasz Pawlicki). Gitary występują tu z całą masą różnorodnych brzmień, od akustycznych subtelności po głośne, space rockowe motywy.

Podoba mi się komunikatywność ich muzyki. A przecież jakby nie było, to muzyka eksperymentalna, wyrastająca z improwizacji. Przy tym jednak silnie rytmiczna i melodyjna. Oczywiście takie fragmenty jak utwór „Inny sens niż ten” czy część „Some Sort of Trouble And The New Artery” każą kierować ich twórczość gdzieś w stronę awangardy, ale to tylko mylne…tropy. Z drugiej strony - „Radiotropy”, „Paper Sun” i „Tętnice rzek” to wręcz malownicze, filmowe kompozycje.

Tropy ciekawie też balansują między kameralnym, wyciszonym graniem, a momentami, w których przytłaczają hałasem. Tak jak w „Czarnych Ustach”, w których co prawda niespokojnie, ale jednak przez dłuższy czas bujają, by potem okładać bezlitośnie lawiną perkusyjnych uderzeń i warczącą gitarą. Podobnie w misternie rozwijanej, trwającej niemal kwadrans studyjnej wersji „Posejdona”.

Rytm, krautowa kwasowość i dobre, transowe melodie. Tych osiem kawałków mieści w sobie wiele dobrego. Dla mnie bomba.



rad


tagi: polskie (886)  recenzje (806)  rock (483)  tropy (2) 
komentarze