sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie
Matt Bazgier Matt Bazgier
Jak na razie to nasz jedyny materiał o Matt Bazgier

Matt Bazgier – „Shaman's blues”

0 03-07-2016 16:34

Urlop od codziennego zgiełku.

Zdarza nam się pisać o artystach z zagranicy, którzy znaleźli swoje miejsce nad Wisłą i stali się częścią naszego alternatywnego muzycznego światka. By wymienić choćby Candelarię Saenz Valiente (Paristetris, Pictorial Candi), Oliviera Heima (Très.b, Anthony Chorale), Scotię Gilroy (Vladimirska) czy Moriah Woods (solo i The Feral Trees). Zdarza się też, że wspominamy o naszych rodakach, którzy tworzą za granicą. Tu pierwsze z brzegu przykłady: Aga Wilk, Patti Yang, Thy Worshiper. Dziś o muzyku z tej drugiej grupy.

Mateusz Bazgier pochodzi z Warszawy, ale obecnie żyje i tworzy w Nowym Jorku. I właśnie wypuścił długogrającą solową płytę.

„Shaman's blues” samym tytułem streszcza zawartość krążka, choć może ów tytuł jest trochę na wyrost. Za to trafnie sygnalizuje, że nie ma co spodziewać się zwykłego bluesa. Pojawiają się co prawda gitarowe motywy o blues’owych tendencjach i typowo blues’owy numer tytułowy, lecz w perspektywie całej płyty stężenie bluesa jest niewielkie. Mamy też elementy szamańskości, czyli wiodącą rolę transowego rytmu i bębnów. Ale i tym razem nie do końca, bo podane jest to w sposób lekki, wręcz relaksacyjny, daleki od majaczących plemiennych pieśni. 

Matt Bazgier w gruncie rzeczy tworzy world music, nawiązując do etnicznych rytmów z różnych stron świata i używając folkowych instrumentów. Sięga przy tym po gitarę elektryczną, bity i elektroniczne efekty oraz fieldrecording. Nowoczesnych rozwiązań używa jednak z wyczuciem, dzięki czemu jego piosenki pulsują naturą, nie tracą pierwotnego ducha.
W przeważającej większości to materiał instrumentalny. Utwory są pastelowe, przyjemnie wyciszające słuchacza dubową atmosferą, łagodnym transem didgeridoo i gitarowymi zwiewnymi solówkami. Korci, żeby napisać, że to muzyka tła, ale jednak zbyt mocno „Shaman's blues” przykuwa uwagę i takie stwierdzenie byłoby krzywdzące. Również dlatego, że generuje atmosferę, wobec której trudno pozostać obojętnym. Przenosi nas do innego świata – jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Ale tak właśnie jest – nagrania terenowe sprawiają, że utwory czujemy wieloma zmysłami, zwierzęco. Ciepły deszcz kapiący z drzew, wychodzące tuż po nim słońce, odgłosy leśnych mieszkańców, wszystko to znajdziemy na tej płycie.

Warto pooddychać tą atmosferą i zrobić sobie mały urlop od codziennego zgiełku.



Fotografia w nagłówku: Dawid Rygielski

rad


tagi: folk (192)  matt_bazgier (1)  polskie (886)  recenzje (806) 
komentarze