sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Parampampam Trio - EP #9, #10, #11

0 19-09-2016 20:25

Wiadro werters oryginal’sów, rodzynki i takie tam.

O Parampampam Trio już pisałem wcześniej, więc tylko w skrócie przypomnę – od jakiegoś czasu porzucili model standardowych płyt, przerzucając się na liczne epki (od 2015 uzbierało się ich już…11!). Ląduje na nich materiał zarejestrowany w salce prób, w całości improwizowany, poddany nieznacznemu makijażowi za pomocą suwaków.

Nie widzę sensu pisania o poszczególnych numerach. Ważniejszy jest kierunek, w którym PPPT poszli tym razem. A jest to - w skrócie – psychodeliczny lot. Przygotujcie się na niezliczone kółka sekcji rytmicznej w tempach powolnych, dających przestrzeń dla spejsowo rozlewających się gitar i zdubowanych fryt na saksie.

Podobnie jak przy poprzednich epkach - brak tutaj standardowej selekcji, dopracowania konceptualnego. To bardziej surówka, bez przesadnej dbałości o przystępność utworów, z (hiper)otwartością na długie formy. Na pierwszym miejscu radość ze wspólnego grania. I to czuć, i to wciąga. Jednocześnie to hen daleko od zwykłej zgrywki z próby, albowiem te improwizacje PPPT mają w sobie tyle nośnych momentów, wkręcających motywów i lekkości w tym kwaśnym pląsaniu, że na wielu „normalnych” płytach ich nie znajdziecie.

Olsztynianie w tej pokaźnej już chmurze swoich epek, dali się poznać z różnych stron. Z tej eksperymentalnej, dłubiąc w ambientach, zamszowych dronach i nieradykalnych nojzach. Też z tej bardziej piosenkowej, krążąc wokół bardziej wyraźnego szkieletu. Trzy najnowsze epki, to jak werters oryginal dla fanów psychodelii z saksem. Grzebiąc na zmianę w trzech nowych wypustach PPPT, czuję się jak gówniarz, który dostał wiadro tych słodyczy. To aż niezdrowe. Bo kto nie kocha fragmentów, w których saks wrednie wierci się na tle mrocznie kroczącej sekcji? Wyłuskiwanie ich na płytach (o Lonker See wspominałem ostatnio, aktualne) to jak wydłubywanie rodzynek z ciasta. A trio Koczan/Dzwolak/Nałysnik mówi do nas – pierdolić ciasto, dawajcie na rodzynkowy haj. Naprawdę nacieszycie ucho takimi brzmieniami, bo PPPT nie ogranicza się do kilku minut utworu i nie zamyka w dobrze znanych schematach, świadomie pozwalając sobie dryfować w zaznaczonym jedynie kierunku. A dodam jeszcze, że znalazło się też miejsce dla yassowych i no-wave’owych zrywów.

Nie będę przekonywał, że na tych epkach jest tylko i wyłącznie wspaniale. Gdyby patrzeć na nie przez pryzmat typowych wydawnictw, to rozmywa się tu dramaturgia, roi się od dłużyzn. Ale nie ma żadnej potrzeby takiego postrzegania. Dla mnie to znakomity materiał, do naprawdę długiego, wielokrotnego przesłuchiwania. Ma w sobie niezobowiązującą atmosferę muzycznego spotkania i jakość najlepszych psychodelicznych albumów.

Łykajcie nowe epy, bo są do zgarnięcia za grosze. Każda po 3 zyla (mp3).










rad


tagi: jazz (92)  parampampam_trio (4)  polskie (886)  recenzje (806)  rock (484)  yass (7) 
komentarze