sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie
01-07-2013
NEWS: Amerykański wieczór w Szczecinie
Rzeszowski The Jet-Sons oraz amerykański Jayke Orvis and the Broken Band, zapewnili w ostatnią niedzielę czerwca w Szczecinie odpowiednią dawkę amerykańskiej muzyki na żywo.

Obie kapele zagrały w Szczecinie w ramach europejskiej trasy koncertowej, w której zjeździli już m.in. Czechy, Słowację, Szwajcarię, Austrię, Niemcy i oczywiście Polskę. Szczeciński występ odbył się w trzydziesty dzień owej trasy, nie trzeba więc dodawać, że muzycy mogli być już zmęczeni, by nie rzec wyniszczeni. Jak się okazało, na szczęście zostało im jeszcze sporo sił.

Zaczął solowym występem James Hunnicutt, gitarzysta Jayke Orvis and the Broken Band, w swoim repertuarze serwując całkiem ładnie zagrane i wyśpiewane folkowe kawałki. James na scenie to szczery do bólu chłop i tej „prawdziwości” nie można nie kupić.

Później niewielką scenę Dziedzińca Muzeum Narodowego w Szczecinie przejęła najbardziej amerykańska kapela w Polsce - The Jet-Sons. Rzeszowskie trio, choć najczęściej kojarzone ze stylem rockabilly, to w rzeczywistości różnorodne granie, od country, elvisowskiego rock’n’rolla, po elementy punk rocka. Na dziedzińcu nie zabrakło największych przebojów grupy, tych zaśpiewanych świetnym angielskim (jak np. „Slap the bass”), jak i nielicznych polskich („Lucyna”). Furorę zrobiła inna
"Cocaine Blues" Johnnego Casha, zaśpiewana po polsku - o nieszczęśniku, który zamordował niewierną żonę, pocieszając się, że chociaż uwolnił świat od jednej... (brzydkie słowo).

Koncert zakończył się dosyć ponurym oświadczeniem zespołu, że szczeciński koncert jest ostatnim występem The Jet-Sons na polskiej ziemi i jednym z ostatnich w ogóle. Szykowana na ten rok nowa płyta „Hellbound Stories” również będzie ostatnim wydawnictwem dżetsonów. Chłopaki zamierzają pograć americanę w nowym projekcie, o nieco innym instrumentarium i zwracając się jeszcze bardziej ku korzennej muzyce południa Stanów.

Gwiazdą wieczoru byli Jayke Orvis and the Broken Band. To jak sama nazwa mówi, zespół Jayke’a Orvisa, znanego z ultraszybkiej gry na mandolinie. Grupa łączy wpływy country, rock'a, blues'a i bluegrass punk rock’a. Podczas szczecińskiego występu zaprezentowali iście brawurowe wykonania swoich kawałków, które częściej zamiast folkowego charakteru były country-punkowymi petardami. A to jak Jayke zasuwa na swojej mandolinie, to po prostu rzecz niezwykła – wydawało się, że za moment instrument rozpali się do czerwoności i spłonie. Co ciekawe, kapela obywa się bez bębnów, świetnie sobie radząc w dosyć niekonwencjonalnym instrumentarium: kontrabas, gitara, mandolina i skrzypce. Ekipa z USA podbiła serca szczecinian swoim bezpośrednim kontaktem, popisując się choćby znajomością języka polskiego, wymieniając radośnie dosyć przewidywalny zestaw: piwo, dziękuję, dobranoc, na zdrowie i kurwa. Żywą reakcję publiczności budzili także wskazując na swoje puste szklanki z okrzykiem „more piwo!”. Zabawa zabawą, ale Jayke Orvis and the Broken Band to przede wszystkim świetne granie klimatem wprost z amerykańskiego południa.

Gig pierwszoklaśny, zabawa przednia i publiczność – mimo, że przecież to niedzielny wieczór był – dopisała jak najbardziej, stawiając się licznie (jakieś 120 głów) i z odpowiednim nastawieniem. Następna okazja już 12 lipca, kiedy to zagra Marszałek Pizdudski One Man Band.

Poniżej kilka obrazków z koncertu The Jet-Sons & Jayke Orvis and the Broken Band:

James Hunnicutt


The Jet Sons

The Jet Sons

The Jet Sons

Jayke Orvis

Jayke Orvis and the Broken Band
komentarze