sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

Prusinowski Trio – „Po kolana w niebie”

0 04-11-2013 17:34

Tradycja, korzenie, kultura. Na kolejnej płycie Tria Janusza Prusinowskiego, pojęcia te odzyskują swoje prawdziwe znaczenie.

Janusz Prusinowski to już instytucja na naszej scenie folkowej. Założyciel warszawskiego Domu Tańca, pomysłodawca festiwalu Wszystkie Mazurki Świata, popularyzator rdzennej muzyki Polski Centralnej. No i oczywiście multi- instrumentalista, uczeń wiejskich muzykantów oraz kontynuator ich sztuki. Trio sygnowane jego nazwiskiem, już od lat jest ambasadorem naszej muzyki tradycyjnej, prezentując ją i zdobywając uznanie na świecie. Trio, trzeba dodać, jedynie z nazwy, bowiem grupa z czasem przerodziła się w kwartet, zaś „Po kolana w niebie” została nagrana już w pięcioosobowym składzie.

Co jeszcze odróżnia ten album od „Mazurków” i „Serca”? Przede wszystkim słychać tu więcej śpiewu. Podobnie jak na pierwszej płycie, do nagrań zaproszono Marię Siwiec, wybitną śpiewaczkę z Gałek Rusinowskich, którą słyszymy tu w trzech utworach: w dwóch solo, zaś trzeci to zaśpiewany z towarzyszeniem zespołu, pełen ognia i korzennej transowości „Mazurek o miłości”. Wokalnie udziela się również sam lider i oby stało się to zwyczajem, gdyż bardzo naturalnie w jego wykonaniu brzmią interpretacje tradycyjnych, ludowych pieśni i przyśpiewek.


Zresztą nie tylko ich, bowiem grupa sięga również, po raz pierwszy, do kanonu poezji. Każdy z wykorzystanych tu wierszy świetnie współbrzmi ze swojską nutą; zarówno wczesny Tuwim ożeniony z melodią od Stanisława Stępniaka, jak i Norwid wpleciony w dostojnego poloneza. Ale utworem, który najbardziej mnie poruszył - i to w przekroju całego materiału - jest „Moja pieśń”, do słów hinduskiego noblisty, Rabindranatha Tagore. To płynąca nieśpiesznie, piękna i majestatyczna kompozycja, stworzona przy pomocy bardzo oszczędnych środków. Obok melodii autorstwa Prusinowskiego, słyszymy tu jedynie podążające za nią instrumenty dęte. Ich ważna rola na tej płycie jest ukłonem w stronę naszych wiejskich orkiestr, z okresu tuż przed ich „elektryfikacją”. Flet, trąbka, szałamaja czy klarnet dodają kolorytu tej muzyce, świetnie brzmiąc zarówno w urzekającej, delikatnej miniaturze („Persyjan”) jak i w brawurowych, pełnych mocy mazurkach.

Bazą dla większości utworów są tradycyjne tematy zasłyszane – często bezpośrednio – u wiejskich mistrzów muzykowania. Trio Prusinowskiego posługuje się tym samym językiem, zapewniając mu trwanie jak gdyby poza czasem. Zresztą sam artysta mówi w jednym z wywiadów: ”Nie da się zaprzeczyć, że ta muzyka to historie, twarze, osoby zaklęte w dźwiękach. Wszędzie na świecie muzyka tak działa – wystarczy posłuchać bluesmenów, którzy nie wstydzą się przywołać autora melodii, tak jest w całej Ameryce, w całej Azji. A w Polsce? W Polsce wciąż jest to dziwne. Cudownie jest pieśnią, melodią, ruchem przywołać matkę, ojca czy kogoś jeszcze bardzo bliskiego i ważnego. Takie uczucia i doświadczenia nadają głębie i sens pustemu dla wielu słowu <>.” Dźwięki zawarte na tej płycie są najlepszym potwierdzeniem tych słów.

Prusinowski Trio w sieci

Senior Cartero


tagi: folk (192)  polskie (886)  prusinowski_trio_ (1)  recenzje (806) 
komentarze