sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie

The Shipyard – „Water on Mars”

0 09-04-2014 09:48

Druga płyta Stoczniowców, niby zmiana, ale nie do końca.

Do tej pory było nierówno. Stoczniowcy rozbudzili nadzieję całkiem obiecującym debiutem, później słodko-gorzkim wypustem singlowym raczej ostudzili emocje (kiepskie nowe utwory, za to dobre interpretacje kompozycji Republiki). Dlatego nadchodzącej płycie – nagranej z pomocą akcji crowdfundingowej - towarzyszyły pewne obawy.

Nowa płyta została inaczej zrealizowana – brzmi cieplej, mimo tego, że nie brakuje na niej momentów z porządnym kopem. Mniej jest nowofalowego chłodu i łamanych rytmów, więcej melodyjności. Jak sami opowiadają – przygotowali 11 singli. Może nie jest aż tak dobrze, bo część utworów nie specjalnie porywa, ale rzeczywiście nie ma tu żadnych eksperymentów czy długodystansowych improwizowanych partii, jest skupienie na zwartości utworów, na piosenkach. Wychodzi to całkiem dobrze, ale biorąc pod uwagę jak doświadczeni i sprawni muzycy tworzą The Shipyard, ciężko się dziwić. Za to szczerze się zdziwiłem, kiedy doczytałem, że płyta została nagrana „na setkę” – nie słychać tej energii zespołu grającego na żywo, gdzieś to się pogubiło na etapie produkcji.


Dobrze prezentuje się czołówka płyty. Otwierający, singlowy i wreszcie tytułowy „Water on Mars” to na pewno „lokomotywa” albumu. Dynamiczny, wpadający w ucho, przyjemnie powyginany. To mocarna sekcja rytmiczna, przyczajona gitara (mająca też swoje 5 minut) i dobry wokal Jurewicza. Ale równie mocno w górę ciągną bardziej nowofalowy „So Much To Win” oraz jeszcze ostrzejszy „Swans and Blue Whales”, gdzie Jurewicz sięga z powodzeniem po bardziej rozkrzyczane partie. Rockowe rozwiązania nie tracą tu na świeżości, dzięki umiejętnemu nakładaniu patyny przeboju. Nie zawsze jednak wychodzi tak zgrabnie. W dalszej części płyty trafią się kawałki dosyć nijakie – choć, co trzeba przyznać – trzymające dobry poziom. „Systematic Approach To Life”(z gościnnym udziałem Andrzeja Izdebskiego), „Lisbon” czy „Firearms” generują raczej pozytywne odczucia, ale szybko o nich zapomnimy. Za to na sam koniec Stoczniowcy zostawili mocny punkt – „Higher Than Your Flow”. W tych gitarach jest moc, w tym doomowym rytmie jest energia.

Warto wspomnieć o pozostałych gościach na krążku. W „I’m Ready” głosu użyczyła Asia Kuźma, co daje się rozpoznać po jakiejś 0,001 sekundy. Kolejny raz przekonuję się, że jej wokal brzmi zjawiskowo po prostu wszędzie, rozważam w związku z tym zostanie psychofanem. W „But Everything (Deranged)” słyszymy z kolei z trudem walczącą o przestrzeń trąbkę Tomasza Ziętka.

The Shipyard ustabilizowali formę. Drugi album to na pewno krok w dobrą stronę, po kilku wcześniejszych potknięciach. Chciałoby się, żeby płyta miała większe pierdolnięcie, żeby brzmiała bardziej brudno, industrialnie, atakowała słuchacza. Stoczniowcy nagrali kilka radiowych przebojów, ale w łączeniu rockowego żywiołu z budyniem melodyjności nie zatracili dobrego smaku.

The Shipyard w sieci


rad


tagi: polskie (886)  recenzje (806)  rock (485)  the_shipyard (5) 
komentarze