sprawdź koncerty cyklu tego slucham w Szczecinie
Amok Amok
Jak na razie to nasz jedyny materiał o Amok

Tak grał 12 Fląder Festiwal

0 01-07-2015 17:55

A grał tradycyjnie dwa dni - 26 i 27 czerwca. Byliśmy i krótko dajemy znać jak było.

Udało nam się zobaczyć większość koncertów, ale spokojnie, nie będziemy przynudzać długimi wywodami*.

Walrus Alphabet
Po pierwsze największym „wygranym” jest Walrus Alphabet. Trio, które obraca się w eksperymentalnych i space rockowych klimatach. Ich występ był dla mnie największą niespodzianką tegorocznego Flądra. Nagrania sprzed roku, które można usłyszeć na splicie z Agrofobią, brzmią ciekawie, ale z pewnością nie oddają przestrzeni i ciężaru, jakimi zespół posługuje się na żywo. Na małej scenie grupa potrafiła wygenerować swój własny świat, zawładnąć publicznością. Dla takich występów jeździ się na ten festiwal. Postaramy się jeszcze z nimi spotkać…

Fantastyczny koncert dała ekipa 1926. Mimo niesprzyjających warunków (nie było nawet półmroku) zagrali porywającego seta. Nowy materiał ma jeszcze większy potencjał koncertowy niż starsze numery. Jest bardziej transowy, intensywny, mocniej zrytmizowany, przy tym wciąż zachwycający wielowarstwowością i rozplanowaniem partii poszczególnych instrumentów (a tam aż 3 gitary). Do tego świetne gary Krzyśka Wrońskiego i Asia Kucharska, która z miną niewinnej dziewczynki stawia na basie fundamenty tej zacnej psychodelii. Widziałem ich po raz pierwszy i robią piorunujące wrażenie.

Najwięcej ludzi w Grubej Rybie (czyli na małej scenie) zgromadziło się chyba na Babu Królu. Dwie bardzo wyraziste postaci, które go tworzą, czyli Bajzel i Budyń stali się już prawdziwym zespołem. Zaprezentowali materiał z obu swoich płyt, oczywiście z przewagą ostatniej „Kurosawosyny”. Na żywo jeszcze bardziej odniosłem wrażenie, że zmierzają w kierunku dwuosobowego Pogodna i nie śmiem na ten fakt powiedzieć ani złego słowa. Możecie sobie wyobrazić, co się działo na koncercie – szaleństwa nadpobudliwego Budynia, mnóstwo gitarowego brudu od Bajzla, czysta zabawa muzyką. Zabawa, która tak się udzieliła publiczności, że nie chciała ich wypuścić.

Snowid
Hitem był Snowid, którego koncerty przeradzają się w dziką imprezę w rytmach pagan disco. Właściwie to show muzyczno-wizualne. Ale o Snowidzie pisaliśmy już tyle, że pozwolę sobie odesłać do starszego wpisu i dodać, że na Flądrze zelektryzowali lekko śniętą już publiczność.

Po raz pierwszy na żywo zobaczyłem Tranquilizer. O nim również swego czasu pisaliśmy. Koncertowo wypada znacznie ciekawiej. Ciężki brzmieniowo, osadzony w mrocznej konwencji, ale komunikatywny wręcz na poziomie popu. W dobrym tego słowa znaczeniu. Zdecydowanie materiał, który powinien zagościć na czołowych polskich festiwalach. No i wzmocniony wizualnie, bo Luna (wokalistka) wyglądała wprost bajkowo.

Na swoim dobrym poziomie zaprezentował się Wulkan, który grał też swego czasu u nas w cyklu. Mając mocniejsze nagłośnienie wypadł w Gdańsku jeszcze lepiej. To jest wybitnie koncertowy zespół, zresztą Marcin, perkusista i mózg zespołu, sam przyznaje, że chętnie dążyłby do tego, aby grać techno na żywych instrumentach. Będzie ciężko oddać tę energię na szykowanej płycie, ale trzymam kciuki - jeśli się powiedzie, będzie petarda.

Niezłe wrażenie pozostawił po sobie Amok, który zaczął swój koncert utworem reggae i luźno przechodził do rockowo-dubowych improwizowanych numerów. Połamane, trochę chaotyczne, ale fajne. Nie wiem czy to jednorazowy zabieg, ale grupa wystąpiła jako trio, choć funkcjonuje na co dzień w duecie. I to był dobry ruch, bo w brzmieniu zrobiło się gęściej.

Wszystkie wymienione dotychczas zespoły grały na małej scenie. Nie ma w tym przypadku, że zebrały tyle pozytywnych opinii. Właśnie tam koncerty brzmiały i smakowały lepiej. Przede wszystkim bliska relacja zespół-publiczność robiła swoje. Zdecydowanie jestem zwolennikiem kameralnych koncertów. Te na dużej scenie, to trochę granie w morze, bo ludzie pod sceną rozsypani są na sporej powierzchni. W dodatku właśnie tam nie domagał akustyk.

Dobrze wypadły dwa krakowskie składy. Hańba zagrała swoje, czyli niezwykle przebojową mieszankę przedwojennego punk rocka. Skocznie, z kopem i ciekawym przesłaniem w tekstach. Warto czekać na ich pierwszą długogrającą płytę, która ma pojawić się jeszcze w tym roku. Nowy album szykuje też Kaseciarz. I on zagrał na swoim dobrym poziomie, ale z nagłośnieniem bywały problemy. Gitary kłuły po uszach, wokale chwilami gdzieś się gubiły. Podobnie było podczas koncertu Merkabah. Ale nie zepsuło to prawdziwej czarnej mszy, którą zaserwowali warszawiacy. Niekończące się utwory o bardzo zróżnicowanej strukturze, na przemian wprowadzały w letarg i chłostały post metalowymi uderzeniami. Była moc.

The Pau
Ciężko ocenić natomiast występy The Pau i Marii KA, bo śmiało można powiedzieć, że w obu przypadkach akustyk nie pozwolił im pokazać tego, co mają najlepsze. O ile Marię KA już słyszałem i wiem, że ma duży (tym razem niewykorzystany) potencjał, tak z The Pau właściwie nadal nie wiem, jakie zdanie o niej sobie wyrobić. Na pewno nie brzmiało to dobrze.

W ogóle nie porwał mnie występ Stardust Memories. Ładny wokal i soft rockowe, całkiem przyjemne kompozycje nie zamazały wrażenia, że całość jednak wypada dosyć miałko i przewidywalnie. Wyrazistości brakowało także w występie post hardcore’owych Hidden World. Ot, było solidnie. Organek zgromadził dużą publiczność, ale każdy uczulony na „rocka spod znaku Trójki” powinien się trzymać od jego koncertów z daleka. Zacier z kolei to może i jakaś frajda na youtubie, ale na żywo to ciężkostrawna dawka buraczanego rocka. I humoru.

Żeby nie przedłużać – Fląder był i jest potrzebny polskiej alternatywie. W dwa dni pokazało się tam prawie 30 składów, z czego spora część nie pojawia się właściwie w mediach. Do tego piękna sceneria trójmiejskiej plaży, wolny (finansowo, ale i na zasadzie nieczepiającej się ochrony) wstęp i zimne piwo. Wszystko to z posmakiem działalności DIY, z wszystkimi jej wadami i zaletami. Dla nas niezmiennie – jeden z ulubionych polskich festiwali. Do zobaczenia za rok.

*na innych koncertach byliśmy zbyt krótko, albo nie mamy o nich nic ciekawego do napisania.

Walrus Alphabet

1926

Babu Król

Hidden World

Tranquilizer

Amok

Kaseciarz

Wulkan

Hańba

Hańba

Babu Król

Organek

Walrus Alphabet

Merkabah

Maria KA

Stardust Memories

Stardust Memories

1926

The Pau

Snowid
rad


tagi: elektronika (161)  polskie (886)  przybliżamy (144)  relacje (6)  rock (483) 
komentarze